Dla Tefilin

19 Wrzesień, 2013 r.

Nissan Mindel
Herszel urodził się w małym miasteczku, w Dubowie niedaleko Munkacza, w ostatnim roku pierwszej Wojny Światowej. Munkacz był wtedy częścią Węgier, ale po wojnie cały region stał się częścią nowego państwa – Czechosłowacji.
W międzywojniu, tak jak i wcześniej, w Munkaczu istniała kwitnąca społeczność żydowska, słynąca z rabinów i uczonych, którzy wywarli duży wpływ na węgierskich i czechosłowackich Żydów.
Herszel dorastał w tym duchu. Uczył się w Jesziwie w Munkaczu, aż przyszedł czas pomyśleć o małżeństwie i założyć własny dom oparty na fundamentach Tory i jej przykazań, tak jak robili to wszyscy młodzieńcy w jego wieku. Ale pierwsze znaki nadciągającej drugiej Wojny Światowej położyły się ciemną chmurą na jego planach. Wkrótce bandy Hitlera rozpoczęły marsz podboju i zniszczenia. Jedną z wcześniejszych ofiar była Czechosłowacja, którą Hitler zajął za zgodą Anglii i Francji. Miały one nadzieję, że zaspokoi to żądzę władzy i podboju Hitlera.


Wojska Hitlera najechały Czechosłowację parę tygodni przed świętem Pesach (1939). Po zajęciu kraju podzielono go między Niemcy, które dostały największą jego część oraz Polskę i Węgry, które otrzymały obszary przygraniczne.
Region Munkacza wrócił wtedy do Węgier. Dr Sandor Fried, żydowski prezydent miasta Munkacza, oficjalnie przyjął węgierskiego dowódcę wojskowego, który wmaszerował do miasta z żołnierzami i wręczył mu „klucze” do miasta.
Na początku rząd węgierski nie był wrogi w stosunku do Żydów. Ale niedługo potem sytuacja Żydów pogorszyła się pod wpływem niemieckiej polityki antyżydowskiej, która znalazła gotowych współpracowników wśród węgierskich antysemitów.
Wkrótce nadszedł potworny dzień, kiedy pierwszego września 1939, dwa tygodnie przed Rosz Haszana, armia Niemiecka wkroczyła do Polski, rozpoczynając drugą Wojnę Światową.
Po niemieckim Blitzkriegu i łatwym zwycięstwie nad Polską Węgry, Rumunia i Bułgaria nawet nie próbowały się opierać. Wojska niemieckie zajęły te kraje bez walki. Następna w kolejności była Jugosławia.
We wszystkich tych krajach Żydzi nagle znaleźli się w pułapce. Nie było miejsca, gdzie mogliby uciec. Każde drzwi były przed nimi zamknięte; ich los został przesądzony. Reszta świata przyglądała się temu obojętnie.
Wiedząc, że świat mało dbał o to, co działo się z europejskimi Żydami, Hitler mógł wykonywać swój morderczy plan „Ostatecznego Rozwiązania” bez obaw. Żydzi ze wszystkich krajów, które wpadły w niemieckie ręce, byli systematycznie i bezlitośnie wyłapywani i przewożeni w wyładowanych pociągach towarowych i wagonach bydlęcych do różnych Obozów Koncentracyjnych. Dzieci i starcy, jak również wszyscy niezdolni do niewolniczej pracy, byli pierwszymi w kolejności do komór gazowych.
Herszel należał do tych „szczęśliwców”, których wysłano do niewolniczej pracy na rzecz niemieckiej machiny wojennej. Z pewnością była to praca niewolnicza; wielu nie przeżyło bezlitosnego traktowania, przepracowania i niedożywienia. Jednak mimo wszystkich nieopisanych trudów ducha żydowskiego nie dało się złamać. Studenci Jesziwy, jak Herszel i większość pozostałych Żydów w obozie odmawiali jedzenia trefnego (niekoszernego) jedzenia. Nawet w najchłodniejsze zimowe dni nie jedli gorącej zupy mięsnej; przy każdej sposobności wymieniali ją z nieżydowskimi więźniami za kawałek chleba. Ich codziennym pożywieniem był chleb i woda – i nawet to w ilościach ledwo wystarczalnych, aby przeżyć.
Od samego początku Herszel postanowił, że cokolwiek się wydarzy, nigdy nie rozstanie się ze swoimi Tefilin, które udało mu się przemycić do obozu wśród kilku należących do niego przedmiotów. Zdecydował zakładać Tefilin przy każdej nadarzającej się okazji. Wkrótce jego współwięźniowie dowiedzieli się, że Herszel ma parę Tefilin i kiedy jedna osoba stała na straży, reszta przekazywała je sobie z ręki do ręki. Jeden ze strażników obozowych, któremu Herszel oddawał swoje racje zupy i mięsa, odwdzięczał mu się informacją, kiedy miało mieć miejsce przeszukiwanie baraków. Wtedy Herszel ukrywał swoje Tefilin na zewnątrz. Kiedyś ukrył Tefilin w śniegu i nie mógł ich później znaleźć. Był przerażony, ale je odnalazł – i wiedział, że B-g jest z nim. Tefilin dawały mu najsilniejszą motywację, aby trzymać się wiary. Uważał, że dopóki ma Tefilin, przeżyje swych oprawców.
Kiedy Hitler rozpoczął wojnę z Rosją, kraje okupowane, w tym Węgry, musiały połączyć siły z Niemcami. Obóz pracy Herszla otrzymał rozkaz dołączenia do niemieckich i węgierskich dywizji, które zaatakowały Ukrainę. Więźniowie musieli kopać dla żołnierzy okopy na samym froncie walki, pod ciągłym ostrzałem rosyjskiej artylerii i nalotów powietrznych. Herszel ciągle miał ze sobą swoje Tefilin – na głowę w jednej kieszeni, zaś na rękę w drugiej.
Kiedyś w Kijowie w 1943 roku niemal znów stracił swoje Tefilin. Już od jakiegoś czasu jego oddział pracy wysyłano na dzień do pracy poza obóz, po czym wracali do obozu. Codziennie przed pracą Herszel ukrywał Tefilin po modlitwie. Któregoś dnia w sierpniu zrobił to co zwykle, ale nagle poczuł się zaniepokojony koniecznością pozostawienia Tefilin. Pobiegł z powrotem do kryjówki i schował Tefilin do kieszeni, zabierając je ze sobą do pracy. Poczuł wielką ulgę, gdy dowiedział się, że serce podpowiedziało mu dobrze, ponieważ okazało się, że więźniowie mieli pozostać w nowym miejscy przez sześć tygodni! Tak więc Herszel mógł nadal modlić się ze swoimi Tefilin i umożliwiać to innym Żydom.
Tak minęły potworne lata wojny między 1942 a 1944, kiedy niebezpieczeństwo otaczało Herszla codziennie. Tak wiele razy widział, jak B-ża Opatrzność go chroniła i czuł w sercu pewność, że jego Tefilin ocaliły go przed wieloma, wieloma niebezpieczeństwami.
W końcu nadszedł czas, kiedy niemieckie oddziały zbrojne zaczęły się wycofywać pod naporem rosyjskiej kontrofensywy. Po porażce Niemców pod Stalingradem w lutym 1943 roku i nieudanej próbie nowej ofensywy w lipcu tego roku wojska niemieckie były stopniowo spychane. Przez całą następną zimę zmęczone, zmarznięte i głodne oddziały niemieckie musiały się wycofać, cierpiąc znaczne straty w ludziach i ciągnąc za sobą resztki więźniów obozowych, a wśród nich – Herszla.
W marcu 1944 Herszel znalazł się w Karpatach. Rumunia i Węgry nadal okupowane były przez Niemców. Porażki poniesione przez wojska hitlerowskie na wschodnim i zachodnim froncie miały na nich duży wpływ, powodując, że bardziej niż wcześniej wyładowywali gniew i frustrację na bezbronnych Żydach. Dzień po dniu transporty tych nieszczęsnych ofiar były wysyłane do komór gazowych w różnych Obozach Koncentracyjnych.
Zdając sobie sprawę z tego, że sytuacja staje się coraz bardziej beznadziejna, Herszel i jego przyjaciele postanowili uciec i ukryć się w górach. Udało im się. Zniknęli w otaczającym lesie i podzielili się na małe grupki, kopiąc bunkry gdzie się dało, aby się ukryć.
Herszel wraz z grupą dziesięciu osób znalazł odpowiednie miejsce na podziemną kryjówkę. Wykopali bunkier pod wzgórzem, uważnie zakrywając wejście i modląc się do B-ga o bezpieczeństwo, dopóki Niemcy nie zostaną pokonani, a ich potęga złamana na zawsze.
Za dnia wszyscy siedzieli w swoim ciasnym grobowcu, prawie nie mogąc się ruszyć. Patrole niemieckie przeczesywały las i niebezpiecznie było wychodzić. Jedynie po ciemku w nocy wyczołgiwali się, aby rozprostować nogi i zaczerpnąć świeżego powietrza. Jeden z nich odważnie poszedł szukać najbliższej chaty, aby dostać trochę chleba, który miał ich uchronić przed śmiercią z głodu.
Większość okolicznych wieśniaków współczuła losowi ściganych uciekinierów. Mieli dosyć niemieckiej okupacji i nieludzkiego okrucieństwa, które również ich zobowiązywało do oddawania dużej części ich ciężko zapracowanych plonów i trzody na wyżywienie najeźdźców. Teraz, gdy losy wojny zdawały się obracać przeciwko Niemcom, wieśniacy mieli nadzieję prędzej czy później ujrzeć ich koniec. Nie donosili więc na żydowskich uciekinierów, a niektórzy nawet dostarczali im jedzenie.
Któregoś dnia, gdy Herszel właśnie skończył się modlić, a jego Tefilin przechodziły z ręki do ręki, nagle usłyszeli ujadanie psa i ciężkie kroki zbliżające się do ich podziemnej kryjówki. Niemieccy żołnierze zostali wysłani na zwiady ze swoimi ogarami. Obecnie kroki było słychać dokładnie znad nich. Herszel i jego towarzysze zamarli ze strachu i wstrzymali oddech. Chwilę później ku ich przerażeniu ogromny pies wsunął się przez ukryte wejście i stanął na przeciwko nich.
Z zapartym tchem czekali na nieuniknione! Ale nie mogli uwierzyć swoim oczom, gdy patrzyli, a pies stał bez ruchu, wyglądając na zdziwionego, jakby nie wiedząc czemu się tam w ogóle znalazł i zapominając, do czego go wyszkolono.
Herszel otrząsnął się z szoku. Widząc, że pies odwrócił się do wyjścia, ale trudno mu było ruszyć się wśród ścisku, Herszel dał przyjaciołom znak, aby się posunęli i delikatnym popchnięciem pomógł się wydostać nieproszonemu gościowi, kiedy uzbrojone nazistowskie „psy” zaczęły gwizdać na swojego czworonożnego towarzysza.
Niebawem ciężkie kroki hitlerowców ucichły w oddali. Herszel i jego towarzysze zaczęli oddychać swobodniej i dziękowali B-gu za cud ocalenia.
„Ten pies musiał być potomkiem tych egipskich psów, które nie ostrzyły języków na niewolników żydowskich wychodzących z Egiptu, kiedy nadeszła dla nich godzina wyzwolenia z niewoli egipskiej”, powiedział Herszel przyjaciołom, kiedy doszli do siebie po potwornym koszmarze, jakiego doświadczyli.
Dni i tygodnie ciągnęły się powoli. Herszel i jego towarzysze spędzali długie dnie w zatłoczonym bunkrze, jedynie w nocy mając odwagę wyjść zaczerpnąć świeżego powietrza i poszukać jedzenia. Modlili się długo i gorliwie – z pewnością mieli mnóstwo czasu. Studiowali też Torę, nie mając przy sobie książek. Na szczęście byli wśród nich studenci Jesziwy, których pamięci nie tknęły lata cierpienia. Uczyli się dobrze w Jesziwie i byli w stanie recytować z pamięci całe fragmenty Tory i Talmudu oraz prowadzić na ich temat dyskusję.
Wojna nadal trwała i wiele obszarów było nadal pod okupacją niemiecką. Ale Rumunia już od sierpnia tego roku była w rękach Armii Czerwonej i setki żydowskich uciekinierów, którzy przeżyli Holokaust, przybyły do Bukaresztu, stolicy Rumunii. Również Herszel postanowił tam uciec.
Kiedy Herszel dostał się do Bukaresztu, spotkał tam trzech rabinów uciekinierów, chasydzkich rebe, którzy z pomocą amerykańskiego Jointu i innych organizacji dobroczynnych próbowali przywrócić zniszczone życie wspólnoty żydowskiej i złamanych uciekinierów – złamanych na ciele, ale nie na duchu. Ustanowiono koszerne kuchnie, zorganizowano szkoły Tory dla młodzieży i zajęcia z Talmudu dla dorosłych. Powstały urzędy, aby pomóc uciekinierom odnaleźć ocalałych krewnych. Tak wiele trzeba było zrobić!
Herszel całym sercem zaangażował się w pracę społeczną. Jemu i kilku innym młodym mężczyznom powierzono zadanie jeżdżenia do dalekich miast, miasteczek i wiosek w poszukiwaniu żydowskich dzieci i sprowadzenia ich do Bukaresztu.
Nigdy nie mógł zapomnieć – opowiadał później – pewnego wydarzenia, które ponownie przekonało go o szczególnej ochronie, jaką B-g obdarzył go dzięki jego Tefilin.
Miało to miejsce, gdy Herszel wraz z przyjacielem zabierał grupę dzieci pociągiem do Bukaresztu. Pociąg wyjechał z Debreczyna i jechał w kierunku Grosswardein. W którymś momencie na trasie pociąg nagle wziął ostry zakręt. Herszel stał na otwartej platformie pociągu, ściskając małą walizkę, w której trzymał swoje Tefilin. Kiedy pociąg skręcił, Herszel stracił równowagę i kiedy próbował się przytrzymać, jego walizka wyleciała!
Herszel był przerażony. Przez wszystkie lata wojny strzegł Tefilin z narażeniem życia, a teraz nagle je stracił!
Herszel natychmiast powiedział przyjacielowi, że będzie musiał zająć się dziećmi bez niego, ponieważ zamierzał wysiąść na najbliższej stacji i wrócić wzdłuż torów, aby odzyskać walizkę z Tefilin. Później miał dojechać do Bukaresztu następnym wolnym pociągiem.
Przyjaciel starał się go od tego odwieźć. „Gdzie pójdziesz szukać walizki?” pytał. „Kto wie, czy ją znajdziesz? Poza tym możesz chyba dostać Tefilin w Bukareszcie. Proszę, przemyśl to. Nie rób tego”. Ale Herszel nie zmienił decyzji.
Herszel miał nadzieję i modlił się, aby następna stacja nie była zbyt daleko. Jakby w odpowiedzi na jego modlitwę koła pociągu zaczęły skrzypieć i zgrzytać przy nagłym hamowaniu. Czerwone światło spowodowało, że pociąg zatrzymał się w polu, czekając, aż zwolnią się przed nim tory.
Herszel nie tracił czasu. Skorzystał z mile widzianej okazji, aby wyskoczyć z pociągu i pospieszył wzdłuż torów. Parę kilometrów dalej wypatrzył w oddali swoją małą walizkę. Pobiegł po nią, podniósł i przycisnął do piersi w zachwycie.
Herszel wracał najszybciej jak mógł w kierunku Grosswardein, mijając po drodze kilka małych stacji. Pociągi nie chodziły wtedy regularnie, więc dotarcie do Grosswardein zajęło mu kilka dni. Na stacji kolejowej zobaczył dość dużą grupę uciekinierów czekających na najbliższy pociąg do Bukaresztu.
Herszel miał właśnie wsiąść do pociągu, kiedy ktoś puknął go w ramię i chwycił za rękę, mówiąc: “Herszel, nie waż się jechać do Bukaresztu”.
To był jeden z jego przyjaciół z Bukaresztu, który właśnie stamtąd przyjechał. Powiedział mu, że rosyjscy tajni agenci czekali na niego, czatując pod jego domem. Aresztowano już kilku aktywnych młodych ortodoksyjnych Żydów pod zarzutem działalności przeciwko rządowi komunistycznemu i od tego czasu słuch o nich zaginął. Rosjanie zaczęli ustanawiać rządy komunistyczne w Rumunii i innych krajach „oswobodzonych” przez Armię Czerwoną, a tajna policja rozpoczęła aresztowania wszystkich, co do których istniał cień podejrzenia o zaangażowanie w działalność „kontrrewolucyjną”.
Herszel złapał przyjaciela za rękę i powiedział z wdzięcznością: „Dzięki B-gu, że moja walizka wypadła z pociągu; w przeciwnym razie już wpadłbym im w ręce...”
„O czym ty mówisz?” spytał zaskoczony przyjaciel. „Co ma z tym wspólnego twoja walizka?”
„Mówię o mojej małej walizeczce, w której trzymam Tefilin. Chodź, opowiem ci” odparł Herszel tajemniczo, biorąc przyjaciela pod ramię.
Weszli do poczekalni i usiedli w rogu. Herszel opowiedział przyjacielowi jak strzegł swoich Tefilin przez wszystkie lata wojny i jak zgubił walizkę z Tefilin, gdy pociąg nagle skręcił, co spowodowało, że wysiadł i po nią poszedł. Gdyby nie to, zajechałby do Bukaresztu kilka dni wcześniej, prosto w ręce tajnej policji! „Widzisz? Tefilin znów ocaliły mi życie!”
Przyjaciel milczał w zamyśleniu przez parę chwil, po czym powiedział z wahaniem: „Herszel, dzisiaj jeszcze nie zakładałem Tefilin. Pozwolisz, abym użył twoich?”
„Z największą przyjemnością” powiedział Herszel. Wyjął swoje Tefilin z walizki, jak również mały modlitewnik i wręczył je przyjacielowi, mówiąc: „Śmiało. Wrócę za chwilę”.
Kiedy Herszel wrócił po jakichś dziesięciu minutach, zauważył, że oczy jego przyjaciela nadal były wilgotne.
„Muszę ci wyznać prawdę” powiedział Herszlowi bardzo poważnym tonem, a w jego głosie pobrzmiewał głęboki żal. „Odkąd ci niemieccy mordercy odesłali mnie do Obozu Koncentracyjnego, przestałem zakładać Tefilin. Niemcy zabrali nasze Tefilin – robili wszystko, żeby złamać w nas ducha. Kiedy nas oswobodzono - tych niewielu, którzy przeżyli – pierwszą rzeczą, o którą prosiło wielu Żydów, była para Tefilin, które mogliby założyć; inni, w tym ja, prosili o jedzenie. Nigdy później nie zdobyłem się na założenie Tefilin. Ale od teraz możesz być pewny, że nigdy nie opuszczę pory zakładania Tefilin” zakończył, a jego głos urywał się ze wzruszenia.
Przed samym rozstaniem przyjaciel Herszla powiedział mu: „Wszystko dzieje się przez B-żą Opatrzność. Sądziłeś, że nasze spotkanie tutaj zostało zaaranżowane przez B-żą Opatrzność, aby ocalić ci życie. Jak się okazuje – wydaje się, że ja miałem cię spotkać, aby ocalić również mnie samego. Widzisz, twoje Tefilin sprowadziło cię do mnie, a ty sprowadziłeś mnie z powrotem do Tefilin”.
Herszel mieszka teraz w Ameryce. Jest szanowanym biznesmenem i ważnym członkiem swojej gminy. Jak wielu innych ocalałych z Holokaustu nie lubi rozmawiać o tych potwornych latach; doświadczenia są zbyt bolesne, by o nich opowiadać, a słowa nie mogą ich wyrazić. Jednak z chęcią opowiada historię swoich Tefilin w czasie Holokaustu i wielu momentów, kiedy Tefilin ewidentnie ocaliły mu życie. „Niech Żydzi wiedzą – mówi – jak pielęgnować Micwę codziennego zakładania Tefilin. W końcu można to zrobić tak łatwo, bez ponoszenia żadnych ofiar”.