Duchowość

duch

Szczodrość dziedzica

Szczodrość dziedzica
Autor: Yossy Gordon  
W małym rosyjskim miasteczku Baczajkow mieszkał stary dziedzic. Dziedzic był nadzwyczaj szczodry – bez problemu zwalniał biedaków z należnych mu podatków, łaskawym okiem patrzył też na społeczności żydowskie zamieszkałe w jego włościach. Większość Żydów mieszkająca w okolicach Baczajkowa robiła z dziedzicem bardzo dobre interesy.
Będąc schorowanym i słabowitym dziedzic często odwiedzał miejscowego lekarza – doktora Berthensona. Zaczął także coraz bardziej powierzać nadzór nad majątkiem swojemu zarządcy, który nie krył się nigdy z antysemickimi poglądami. Szybko więc dobre stosunki między Żydami a dziedzicem odeszły w niepamięć. W niecałe dwa lata społeczność żydowska Baczajkowa bardzo zubożała. Bieda pukała do wielu drzwi…
Wielu z mieszkających w Baczajkowie Żydów była chasydami czwartego Rebego dynastii Lubawicz (znanego jako Maharasz, 1834-1882). Byli to bardzo prości ludzie, odwiedzali Rebego w Szabaty i święta, słuchając jego nauki, zadając mu pytania dotyczące ich życia. Nikt jednak nie odważył się zaprzątać głowy Rebego problemami, jakie mieli z zarządcą majątku dziedzica.

Czytaj dalej

DrukujEmail

Mały Szmuel

Pewien Żyd – nazwijmy go Feiwel – przyszedł kiedyś szukać porady u Cemach Cedek – rabina Menachema Mendla (1789-1866), trzeciego rebe z dynastii Lubawicz. Feiwel był w kiepskim stanie – zbierało mu się na płacz. Przez ponad 20 lat prowadził on małą gospodę, a teraz został z niej niespodziewanie wyrzucony. Nie mógł tego zrozumieć – zawsze płacił czynsz na czas, nigdy nie sprawiał żadnych kłopotów. Ale miesiąc temu właściciel gospody wręczył mu niespodziewanie wymówienie! Na nic zdały się prośby Feiwela, on i jego dziewięcioosobowa rodzina zostali bez środków do życia. Nie widząc innej rady Feiwel przybył zatem do rebego po poradę i pomoc.
Gdy Feiwel skończył opowiadać swoją historię, rebe wziął kartkę papieru i pióro, napisał kilka zdań, włożył kartkę do koperty, i zaadresował. Później pobłogosławił Feiwela, życzył mu wszystkiego dobrego, i poprosił o dostarczenie listu tak szybko, jak to tylko możliwe.
Feiwel podziękował rebemu i wyszedł z pokoju. Dopiero na zewnątrz spojrzał dokładniej na kopertę i zdębiał – była zaadresowana do zupełnie innego, nieznanego mu człowieka! Rebe musiał się pomylić!
W wiosce, w której mieszkał Feiwel było dwóch ludzi imieniem Szmuel – jeden, zwany Szmuel Hagadol (Duży Szmuel), był wpływowym i bogatym człowiekiem, mającym szerokie znajomości wśród miejscowych bogaczy i posiadaczy ziemskich. Niektórzy twierdzili, że zna samego Cara! Jeżeli ktokolwiek był w stanie pomów Feiwelowi w jego położeniu to właśnie on. Ale rebe zaadresował swój list do drugiego Szmuela – znanego jako Szmuel Hakatan (Mały Szmuel), prostego i biednego Żyda, który zajmował się rąbaniem drewna i mieszkał z zoną w małej chatynce na skraju wsi. Rebe na pewno się pomylił – Mały Szmuel był po prostu nikim!

Czytaj dalej

DrukujEmail

Kamca i Bar Kamca

To jest tragiczna historia upadku narodu. To jest historia niegdyś dumnego i szlachetnego ludu, zamienionego w naród tułaczy, żebraków i niewolników. Ludzi kiedyś wywyższanych i szanowanych, którzy stali się obiektem drwin i nienawiści. To jest historia narodu żydowskiego. Jak to możliwe, że naród przez Boga wybrany stał sie narodem przez Boga odrzuconym?
Był kiedyś pewien Żyd, który miał serdecznego przyjaciela imieniem Kamca, oraz najgorszego wroga imieniem Bar Kamca. Żyd ów wydawał właśnie wielką ucztę, wysłał więc swego sługę, by zaprosił jego przyjaciela - Kamcę. Jednak z niezrozumiałego powodu, sługa pomylił się i zaprosił Bar Kamcę - najgorszego spośród wrogów swego pana. Bar Kamca był co prawda nieco zdziwiony tym zaproszeniem, ubrał jednak najlepsze swoje szaty i udał się na ucztę. Tłumaczył sobie to wszystko tym, iż najwidoczniej jego wróg pragnie się pojednać i puścić w niepamięć ich zaszłe spory.
Kiedy gospodarz zobaczył w swoim domu Bar Kamcę, poczerwieniał cały i wykrzyknął: "Jak śmiesz? Co ty tutaj robisz? Opowiadasz o mnie jakieś niestworzone historie, działasz na moją szkodę i jeszcze masz czelność przychodzić tutaj jak gdyby nigdy nic?!?"

Czytaj dalej

DrukujEmail

Kogut, który nie piał

Kogut, który nie piał
Szmuel był pobożnym i bogobojnym Żydem, uczonym w Torze, szanowanym przez wszystkich. Miasteczko, w którym mieszkał było własnością bogatego dziedzica, który usłyszawszy o wszystkich jego zaletach mianował go zarządcą swoich interesów. Dziedzic ufał mu całkowicie - Szmuel był jedyną osobą mającą dostęp do sejfu dziedzica, który wiedział doskonale, że Szmuel nigdy nie weźmie czegoś, co do niego nie należy. Miał on pomocnika - młodego i ambitnego, niezwykle zazdrosnego o względy, jakimi cieszył się Szmuel. Pomocnik ciągle obmyślał plan zaszkodzenia swojemu przełożonemu, mając nadzieję na zajęcie jego pozycji.
Pewnego razu gdy dziedzic wrócił z długiej, męczącej, ale zakończonej sukcesem podróży wydał przyjęcie na wiele osób. Wychwalał przed wszystkimi zasługi swojego zarządcy, dzięki któremu jego majątek rósł bez przerwy. Szmuel był bardzo zadowolony, aczkolwiek nie mógł spróbować żadnej z wielu serwowanych na przyjęciu potraw. Dziedzic poprosił go w pewnym momencie, żeby przyniósł z sejfu drogocenny diament, który odziedziczył po swoich rodzicach. Wszyscy słyszeli o bezcennym diamencie będącym w posiadaniu dziedzica, jednak niewiele osób miało dotąd okazję go ujrzeć. Wszyscy wstrzymali więc oddechy...

Czytaj dalej

DrukujEmail

Kosmiczny pocałunek

Mendy Herson
Tego ranka, mój sześcioletni syn zachował się tak dojrzale, że przepełnił tym moje serce dumą. Powiedziałem mu jak wielką nachas (pociecha, rodzicielska duma) odczułem, i wtedy pochyliłem się by dać mu buziaka.
W retrospekcji: Dlaczego pocałunek? Przecież dopiero co wyraziłem to, co czuję w słowach pełnych miłości i zachęty. Jeżeli chciałem zwiększć uczucie, mogłem je poprostu dodać do mojego werbalnego uścisku; co sprawiło, że zmieniłem sposób ekspresji z werbalnej na fizyczną?
Innymi słowy: Dlaczego całujemy?
Zwyczajnie komunikujemy się poprzez słowa, ponieważ to jest nasz konwencjonalny tryb wyrażania myśli i uczuć. Lecz czasami słowa wydają się być nieadekwatne, jak kiepskie narzędzie dla odpowiedniego wyrażenia nas samych.
Więc wybieramy inne, ponad-werbalne narzędzie: pocałunek. Wybieramy niezwykły sposób okazywania troski, tego, że nam zależy, i że czujemy się związani.
Mając to na uwadze, czy myślisz, że możesz
"pocałować" B-ga?

Czytaj dalej

DrukujEmail

Więcej artykułów…