Duchowość

duch

Pięćdziesięcioletni miód

Minął niecały tydzień odkąd rabin Lew Icchak przeprowadził się do Berdyczowa by być rabinem tego miasta, gdy trzech mężczyzn zapukało do drzwi jego domu,prosząc by rozstrzygnął sprawę między nimi.
Bogaty kupiec z pobliskiego Chmielnika zakupił kilka beczek miodu. Niestety, nagle cena miodu gwałtownie spadła. Nie chcąc stracić na tym interesie, kupiec ów poprosił przyjaciela o przetrzymanie miodu na czas kryzysu w jego piwnicach, by sprzedać go, gdy cena znowu wzrośnie. Ci dwaj mężczyźni byli dobrymi przyjaciółmi, wiec ufali oni sobie do tego stopnia, że nie spisali żadnej formalnej umowy.
Minęło kilka lat. Właściciel piwnic zachorował nagle na groźną chorobę i po niedługim czasie zmarł. Wszystko stało się tak nagle, że nie objaśnił rodzinie stanu swoich interesów, w tym także zawartości piwnic.
Po kilku kolejnych latach ceny miodu zaczęły w końcu rosnąć. Po jakimś czasie osiągnęły poziom zadowalający naszego kupca, który udał się do spadkobierców swego zmarłego przyjaciela by odebrać beczki z miodem i sprzedać je. Jednakże, synowie zmarłego nic nie wiedzieli o umowie pomiędzy przyjaciółmi! Odmówili zatem wydania beczek kupcowi. Postanowili wszyscy udać się do bejt dinu (sądu rabinackiego) by rozstrzygnąć spór o beczki z miodem.

Czytaj dalej

DrukujEmail

Izrael Goj

W Krakowie żył kiedyś bogaty Żyd imieniem Izrael, znany ze swego skąpstwa. Żaden żebrak już od dawna nie pukał do drzwi jego domu. Wszystkie próby, czynione przez rozmaite fundacje charytatywne spotkały się z grzeczną, lecz stanowczą odmową. Nikt nie mógł zrozumieć postępowania Izraela – dobroczynność (cedaka) była tym, co wyróżniało Żydów od czasów Abrahama. Zwłaszcza w tamtych latach, gdy ciągłe wojny zniszczyły wiele społeczności żydowskich w całej Europie, cedaka była jedynym sposobem na przeżycie wielu biednych osób. Gminy Żydowskie wzywały do solidarności z biedakami, jednak na Izraelu nie robiło to żadnego wrażenia.Ludzie zaczęli nazywać nieczułego bogacza „Izrael Goj” i z czasem to przezwisko przylgnęło do niego na dobre.
Mijały lata i Izrael coraz bardziej podupadał na zdrowiu. Pewnego dnia wezwał do siebie zarząd Bractwa Pogrzebowego(Chewra Kadisza) i oznajmił im, że zamierza omówić z nimi warunki swojego pogrzebu. „Niedługo umrę” – powiedział zebranym – „pozostało mi tylko wykupić miejsce pochówku na cmentarzu”. Przedstawiciele Bractwa zrozumieli w lot, że oto nadarza się okazja odebrać „dług”, który Izrael miał wobec swoich współbraci. Oznajmili mu: „Jak zapewne wiesz w naszym mieście nie ma ustalonej sumy za wykup miejsca pogrzebu. Każdy płaci zależnie od swoich możliwości, a pieniądze są przeznaczane na pomoc dla biednych. Ponieważ wiadomo powszechnie, że jesteś bogatym człowiekiem, wiadomo też o twoim szczególnym skąpstwie, ustalamy cenę za twoje miejsce pochówku w wysokości 1000 guldenów”.

Czytaj dalej

DrukujEmail

Pierwszy Rothschild

W Czortkowie we wschodniej Galicji żył kiedyś uczony i sprawiedliwy człowiek zwany rabinem Herszlem z Czortkowa (Czortkowerem). Dzień i noc był on zajęty pomaganiem współbraciom w potrzebie – niektórzy przychodzili prosić o radę, inni o błogosławieństwo, jeszcze inni przychodzili prosić o pieniądze na życie. Nikt nigdy nie odszedł od rabina Herszla z pustymi rękami.
Pewnego dnia rabin Czortkower zdecydował, że już dłużej nie obejdzie się bez pomocnika, pracy było za dużo dla jednego człowieka. Zatrudnił więc część obowiązków. i był młodym, biednym człowiekiem, który z radością przyjął propozycję pracy dla rabina Herszla. Wkrótce zostali oni najserdeczniejszymi przyjaciółmi. Po kilku latach Anszel Mojżesz postanowił się ożenić. Młodzi zamieszkali w pobliskim miasteczku, gdzie teść Anszela miał mały sklepik. Rabin Czortkower bardzo się cieszył z ożenku swojego – tracił wszak pomocnika i przyjaciela w jednej osobie.
Minęło kilka miesięcy. W noc przed świętem Pesach, gdy w każdym żydowskim domu odbywa się szukanie chamecu, rabin Herszel zauważył, że zginęła jego puszka z pokaźną sumą pieniędzy. Co gorsza - pieniądze te zostały zebrane na zaspokojenie potrzeb biedaków, wdów i sierot w czasie święta. Rabin przeszukał całe mieszkanie, ale puszka się nie znalazła. Był zrozpaczony. Zebranie tych pieniędzy kosztowało go sporo wysiłku i zajęło wiele miesięcy, a teraz wszystko przepadło.

Czytaj dalej

DrukujEmail

Biznesowa propozycja

Nowina niosła się lotem błyskawicy przez miasteczko Czernichów – Reb Jekutiel, bogaty przedsiębiorca i filar miejscowej społeczności żydowskiej został aresztowany i oskarżony o oszustwa podatkowe i wyłudzenie pieniędzy z państwowej kasy.
Wszyscy, którzy choć trochę znali Reb Jekutiela nie mieli wątpliwości o jego niewinności. Był wszak powszechnie znany ze swojej skromności połączonej z ofiarną dobroczynnością i prostolinijnością. Pomimo całego swojego bogactwa i pozycji w lokalnej społeczności, nigdy się nie wywyższał ponad innych, zawsze służył pomocą potrzebującym, zarówno materialną jak i moralną. Zaskarbił tym sobie szacunek wszystkich mieszkańców Czernichowa – również nie-żydów. Ale w carskiej Rosji przecież, człowiek mógł zostać aresztowany z powodu zwykłego kaprysu urzędnika…
Wkrótce okazało się, że ani koneksje Reb Jekutiela z wysoko postawionymi urzędnikami, ani wysiłki sowicie opłacanych adwokatów, ani gorące modlitwy całej żydowskiej społeczności miasteczka nie pomogły – Reb Jekutiel został uznany winnym i skazany na dziesięć lat morderczych robót na dalekiej Syberii.
Dzień przed tym, jak Reb Jekutiel miał zostać zesłany, do drzwi rabina Czernichowa – Dawida Cwi Cheina, zapukał pewien człowiek. Gdy rabin Dawid otworzył drzwi ujrzał przed sobą strażnika miejscowego aresztu. „Reb Jekutiel chce się z rabinem zobaczyć. Komendant wydał specjalne zezwolenie, więc proszę iść za mną” – powiedział przybysz. „Oczywiście, już idę” – odparł rabin, chwycił swój płaszcz i udał się za strażnikiem.

Czytaj dalej

DrukujEmail

Przez 65 lat myślałem że nie żyje

Przez 65 lat myślałem że nie żyje.
Cudowne odnalezienie
Autor: Mirish Kiszner
Szimon Glasberg nigdy nie zapomniał swojej siostry - Hildy. Kiedy naziści wkroczyli do ich rodzinnych Czerniowic, rodzice postanowili uciekać do Związku Radzieckiego. Hildę rodzina wysłała jako pierwszą, wkrótce mieli do niej dołączyć pozostali członkowie rodziny Glasbergów. Niestety plan się nie powiódł, jedynie Hilda przedostała się przez granicę i wszelki słuch o niej zaginał.
Szimon wiedział, że hitlerowcy chcą pozbawić Żydów prawa do życia. Masowe deportacje, rozstrzeliwania i groby masowe były ich metodą. Każdy Żyd był dla nich tylko bezimienną ofiarą, niegodną nie tylko by żyć, ale i niegodną by o niej pamiętać.
Ale rodzina Szimona nie chciała zapomnieć Hildy, pamięć o niej była na trwałe częścią ich życia. Szimon dorastał mając wspomnienie swojej siostry ciągle przed oczami. Ale czas skutecznie zaciera ślady, życie toczyć się musiało zatem dalej swoim torem. Po wojnie Szimon ożenił się, założył rodzinę, i pamięć o Hildzie stopniowo zacierała się, ale nigdy nie zatarła się zupełnie.
Krótko przed Rosz Haszana 2006 r. bratanek Szimona, dr Erik Weiner wywołał wspomnienia o Hildzie znów na powierzchnię.

Czytaj dalej

DrukujEmail

Więcej artykułów…