Noc i dzień

19 Wrzesień, 2013 r.

Noc i Dzień

Maurice Lamm

Życie jest dniem, które leży pomiędzy dwoma nocami--nocą "jeszcze nie" przed narodzeniem, oraz nocą "już nie" po śmierci. Ten dzień może być zasnuty bólem i frustracją, lub rozświetlony ciepłem i zadowoleniem. Lecz, nieuchronnie, noc śmierci musi się pojawić.

Śmierć jest nocą, która leży pomiędzy dwoma dniami—dniem życia na ziemi i dniem wiecznego życia w Przyszłym Świecie. Ta noc może nadejść nagle, w mgnieniu oka, lub stopniowo, z powolnym gaśnięciem słońca.

Tak jak dzień życia jest przejściem, tak też noc śmierci jest przejściem. W miarę jak dzień nieuchronnie posuwa się ku zmierzchowi, tak też ciemność nieuchronnie zmierza ku brzaskowi. Każdy etap—egzystencja płodu, życie, śmierć, i wieczne życie—jest odseparowany zasłoną, którą ludzkie rozumienie nie może przeniknąć.

My, pozostali przy zyciu, którzy nie towarzyszymy zmarłemu w jego podróży w noc, jesteśmy pozostawieni sami wpatrując się w zasłoniętą, czarną próżnię. Istnieje zakres konfliktowych emocji, które kipią wewnątrz nas: dezorientacja i paraliż, agonia i odrętwienie, wina i gniew, strach i bezcelowość i ból – i również emancypacja z trosk i zmartwień. Złoty łańcuch rodziny jest zerwany i huśta sie gwałtownie przed naszymi oczami. Nasz całe bycie jest w konwulsjach. Miłość, ciepło i nadzieja znikają, a na ich miejscu pozostaje tylko rozpacz. Nie ma już tej cennej duszy, która dotknęła naszego życia i polepszyła sensowaność jego celu i znaczenia. Naszym jedynym pocieszeniem jest to, że kiedyś ona była. Istnieje przeszłość, choć przeszłości juz nie ma; a przyszłość jest rzeczywiście ponura. Zerwany, hustający się łańcuch hipnotyzuje nas tak, że jesteśmy zmrożeni.

Judaizm jest wiarą, która obejmuje całe życie, a śmierć jest częścią życia. Jak wiara wiedzie nas przez chwile radości, tak też prowadzi nas przez straszne momenty żałoby, utrzymując nas przez czas opłakiwania i nakazuje nam odwrócić wzrok od nocy ciemności ku światłu dziennemu życia.

W momencie śmierci bolesne pytania gryzą nas od wewnątrz--egzystencjalne i filozoficzne problemy są tak uparte, że nie odejdą: Dlaczego to ta osoba, ze wszystkich ludzi, którzy wypełniają nasz wielki świat, musiała zakończyć swoje dni właśnie teraz? Dlaczego koniec nadszedł zanim logika życia postanowiła by on przyszedł? Śmierć powinna być, tak czujemy, sumą pod dolną granicą-- zwieńczeniem całego życiowego doświadczenia. Powinna być dodatkiem do znaczącej konkluzji, i naturalnym zamknięciem. Nie powinna niepokoić w środku równania życia, surowo przerywając wszelkie kalkulacje, mieszając wszelkie obliczenia, zaprzepaszczając wszystkie przygotowane rozwiązania. Ale, zbyt często, koniec jest nagły, gwałtowny. Życie pozostaje nieznanej jakości ogromnym, nieobliczalnym problemem, nękanym przez śmierć.

W chwili śmierci pojawia się sroga dezorientacja. Jesteśmy zakłopotani nie tylko przez te wielkie kwestie życia i śmierci, lecz przez problematyczność tego, jak powinniśmy się czuć i jak sami powinniśmy odpowiednio się zachować: Jak zareagujemy na tragedię? Jaki jest odpowiedni szacunek, który powinniśmy oddać zmarłemu? Jak osiągamy postawę godności podczas pochówku? Czy opłakujemy niewypełnione życie zmarłego, rozdartego przed zakończeniem biznesu życia, czy może odczuwamy własną stratę, bolejac nad własnym osobistym cierpieniem?

I jak powinniśmy pocieszyć siebie samych? Czy powinniśmy się ukazać rodzinie i przyjaciołom dzielnie, pełni godności, odważnie niewzruszeni? Czy możemy dać upust naszemu bólowi w strumieniu łez? Czy zwykłe udogodnienia społecznej okazji powinny obowiązywać w zgromadzeniu rodziny, czy powinniśmy zająć się raną serca po naszej stracie i pozwolić swiatu by radził sobie sam?

Tysiące lat naszej bogatej tradycji wskazują nam kierunek w tych momentach kryzysu. Zebrana mądrość wieków jest źródłem wielkiego pocieszenia.

To przejrzysta wytyczna, którą wyznaczyła żydowska tradycja, by przeprowadzić żałobników przez skomplikowaną gmatwaninę niepewności i ambiwalencji, które dotykają tragiczny moment. Ból serca nie zniknie natychmiastowo. Nie będzie cudownego ukojenia. Lecz Judaizm uczy cierpiące serce jak wyrazić swoj ból w miłości i szacunku, i jak osiągnąć w końcu pocieszenie, które przywróci nas ludzkości i powstrzyma naszą mściwość i użalanie się nad sobą.