Szczyty i równiny

19 Wrzesień, 2013 r.

Yanki Tauber


Ciekawe, jak my, ludzie, odnosimy się do czasu. Bierzemy jedną 365-ą jego część, zaznaczamy czerwoną kredką i nazywamy naszymi “urodzinami”, inne ułamki nazywamy “rocznicami”, “wakacjami” i wyborem świąt i dni pamięci. Każdy z nich jest odpowiednio przeznaczony na radość, smutek, cokolwiek.


Zamiast nauczyć się, jak zintegrować nasze życie z prądem czasu, wolimy odnosić się tylko i jedynie do jego kawałków. Zamiast połączyć się z całkowitością czasu, koncentrujemy sie na małych, grubo obramowanych segmentach, do których przypisujemy jakąś niezwykłą cechę lub funkcję.


Szukamy niezwykłości. Wszystko inne po prostu jest i jako takie niewarte jest naszej energii czy uwagi. Dla ludzkiego psyche rutyna jednoznaczna jest z nudą, regularność z pustką. Czy rzeczywiście tacy jesteśmy?


Tak, ale tylko pozornie. Wystarczy zajrzeć głębiej, a dowiemy się, że prawdziwie satysfakcjonujące sfery naszego życia, rzeczy, które są dla nas najbardziej wartościowe to rutyna, części niezmienne. Świadomie szukamy wyjątkowego, podświadomie (a raczej ponad-świadomie) pragniemy zwykłego.


Duchowy czas, według którego tykają nasze dusze, składa się z zarówno szczytów jak i równin. Dla zaspokojenia naszego pragnienia wyjątkowości i szczególnych okazji mamy ustalone przez B-ga “spotkania w czasie”: szabat wprowadza spokój w nasze nieustannie zabieganie, Pesach wprowadza w nasze życie wolność, Rosz Haszana dodaje onieśmielenia, Simchat Tora – radość.


Mamy micwy, które wypelniamy raz na tydzień, raz na miesiąc, raz na rok, nawet takie, które wypełniamy raz w życiu.  To, że są takie rzadkie, sprawia, że stają się wyjątkowe, i jako takie, mają większe znaczenie i większy wpływ na nasze życie.


Mamy też “zwykłe” micwy – modlitwę, studiowanie Tory, zakładanie tefilinu, koszerność – które wplotły się w naszą codzienną rutynę.  Sprawiają one, że nasze duchowe ja nie jest ograniczone do podniosłości wyjątkowego, ale staje się częścią naszego podstawowego, codziennego ja.  Istnieje jednak jedna micwa, która łączy w sobie te dwa tryby czasowe - wyjątkowość specjalnych okazji i prawdziwość zwykłego życia.


To micwa “liczenie omeru”, dzięki której co roku doświadczamy ponownie 49-dniowej podróży duchowej naszych przodków, od Wyjścia z Egiptu do otrzymania Tory na Synaju. Każdego wieczoru, przez siedem tygodni - od drugiej nocy Pesach, aż do dnia przed Szawuot - wymawiamy numer dnia. Ma on wyjątkową rolę w próbie udoskonalenia 49 rodzajów mocy naszych dusz i sprawienia, że staniemy się odpowiednimi kandydatami na otrzymanie boskiego daru Tory.


Jako micwa związana z konkretnym czasem w roku, liczenie omeru budzi w nas poczucie specjalnej okazji, która jest znakiem micwy sezonowej. W tym samym czasie, przez okres rozciągający się na siedem pełnych tygodni, to coroczne wydarzenie staje sie stałym elementem naszego rozkładu dnia.


W tym także kryje się wyjątkowość miesiąca Ijar, który zaczyna się mniej więcej tydzień po końcu Pesach. 

Cały miesiąc Ijar wypada w okresie liczenia omeru. 

Oznacza to, że podczas gdy inne misiące kalendarza żydowksiego służą jako tło dla swoich wyjatkowych dni, miesiąc Ijar jest swoimi wyjątkowymi dniami. W innych miesiącach mamy duchowe wzniesienia otoczone równiną zwykłego, w miesiącu Ijar, zwykły dzień staje się wyjątkowy i ta wyjątkowość staje się rutyną.