Tefilinowy Guru

19 Wrzesień, 2013 r.

Wszystko zaczęło się czterdzieści lat temu.
W poniedziałek rano ojciec gwałtownie obudził Josefa Samuelsa zawiadomieniem, że w Izraelu wybuchła wojna. Był 1967 rok i Samuels był młodym uczniem jesziwy. Z przejęciem i pośpiechem dotarł na 770 Eastern Parkway (do Międzynarodowej Siedziby Ruchu Lubawicz), aby razem ze wszystkimi innymi szukać rady u Lubawiczer Rebe. Lecz gdy był już pod drzwiami, został zatrzymany przez rabina Dowida Raskina, naczelnika Lubawickiej Organizacji Młodzieżowej. Zwracając się do zdenerwowanego ucznia, rabin Raskin powiedział tylko: „Musisz iść nakładać tefilin na ludzi”.


Rzeczywiście, w swoim publicznym przemówieniu podczas poprzedniego szabatu Rebe mówił o micwie tefilin z niezwykłą żarliwością. Cytując rozmaite fragmenty Talmudu by opisać tefilin jako „arsenał”, Rebe mówił o tym, jak gwarantują one bezpieczeństwo naszych braci i sióstr w Izraelu. W szabat poprzedzający nadejście wojny, Rebe podawał konkretne wskazania: aby wyjść na ulicę i znaleźć innych Żydów, którzy wypełniliby micwę tefilin. Ale rozkazy Rebego trzeba przemyśleć, by je pojąć. „Nikt nie wiedział, czego chce Rebe” – mówi rabin Samuels – „Kto miał wiedzieć jak podejść do kogoś obcego i kazać mu podwinąć rękaw? Nie da się tego zrobić ot, tak sobie!”
I tak naprawdę, w Stanach Zjednoczonych wielu nie wiedziało. Do momentu, gdy wiadomość o wojnie sprawiła, że słowa Rebego stały się jeszcze bardziej naglące.
Samuels przemyślał przypominającą rozkaz wiadomość rabina Raskina i usłyszał w głowie głos Rebego. Wiedział, co ma robić. Na tym samym skrzyżowaniu, co numer siedemset siedemdziesiąty, po skosie był bank. Bez zwłoki, Josef Samuels wmaszerował do środka. Z nieznaną sobie odwagą uczeń jesziwy podszedł prosto do pana Rose, prezesa banku. „Wie pan, że jest wojna?” – zapytał go. Pan Rose pokiwał głową na znak, że wie i w odpowiedzi tak idealnej, że aż to sobie trudno wyobrazić, zapytał – „Co mogę zrobić?”
Teraz, po latach, rabin Samuels opowiada resztę tej historii z zadziwieniem w głosie: „I oto bankier patrzył na chłopaka z jesziwy bez grosza przy duszy. Ale gdy powiedziałem mu o tefilin wstał i zabrał mnie na górę, do swojego prywatnego gabinetu”. I tam, w prywatnym gabinecie pana Rose, Josef Samuels po raz pierwszy założył na kogoś tefilin.
Ta chwila ukształtowała resztę jego życia.
Dziś, rabin Samuels jest wysłannikiem ruchu Lubawicz w Milwaukee i ojcem siedmiorga dzieci. Dla niego wspomnienie wojny sześciodniowej oznacza refleksję nad dniem, który rozpoczął czterdzieści lat jego żarliwego oddania kampanii zakładania tefilin. Od tego dnia w małym gabinecie nad bankiem w Brooklynie, rabin Samuels właściwie nigdy nie odłożył swojego woreczka z tefilin, oddany trybowi życia, który dotąd wpłynął już na blisko sto tysięcy osób.
Wyznaczony do przeprowadzenia wywiadu z tefilinowym guru z Milwaukee, byłem podekscytowany wprowadzając jego numer do telefonu. Aby odpowiednio nazwać nowy kontakt, zapisałem go jako „Rabin Tefilin Samuels”. Ale po paru krótkich minutach rozmowy telefonicznej, stało się jasne, że dla rabina Samuelsa tefilin to coś więcej niż tylko drugie imię.
Rabin Samuels powiedział mi: „Wszystko, co robię ma związek z tefilin. To powietrze, którym oddycham”. Jego tefilin to nie tylko coś, co nosi, ale praktycznie jego dodatkowa kończyna. Gdy pytam czy ma jakąś konkretną trasę albo harmonogram zakładania tefilin, przyjmuje to pytanie z delikatnym śmiechem. Rabin Samuels nie ma przemyślanej strategii nie mówiąc już o trasach. Tam gdzie jest on, tam są jego tefilin. Razem ten magiczny duet wszędzie łączy ze sobą żydowskie dusze – podczas ważnych dla wspólnoty wydarzeń, w szpitalach, centrach handlowych, samolotach – wszędzie gdzie tylko można sobie to wyobrazić. Jeśli na szabat są zaproszeni goście, dzwoni do nich, żeby się upewnić, że przybędą przed zachodem słońca, bo inaczej straciliby okazję do założenia tefilin. Gdy prowadzi zajęcia, jego uczniowie często wynoszą z nich coś więcej niż tylko nowe wiadomości. Wychodzą z nich na długo zainspirowani micwą, z której, jak to rozumie rabin Samuels, wypływa mocne połączenie odnawiające tkwiący w nich samych związek z Torą i z micwot.
Gdy ludzie go chwalą za to, że jest wyjątkowy, tefilinowy aktywista tefilin guru 2.jpgsię sprzeciwia. „Jestem przekonany, że można tak powiedzieć o każdym” mówi w związku ze swoim zamiłowaniem do kampanii zakładania tefilin. „Każdy, kto był w tym czasie pod siedemset siedemdziesiątym też teraz taki jest.”
Samuel może dużo opowiedzieć o rzeczach, które działy się podczas wojny i które nazywa „kształtującymi życie”. Milczę, gdy przywołuje te opowieści głosem, który po tylu latach jest nadal pełen zachwytu. „Wojna sześciodniowa była bardzo przejmującym wydarzeniem”, mówi. „Wśród ludzi zaszło ogromne duchowe przebudzenie”.
Wspomina piątkowe wizyty na uniwersytetach. Z małą grupą przyjaciół stał godzinami zakładając tefilin na uczniów. Pewnego razu w Queens College była kolejka, która wiła się po niezliczonych schodach i sięgała bufetu na dole. Raz chmary ludzi chcących założyć tefilin sprawiły, że chłopcy stali tam tak długo, aż trzeba było wyjść na szabat. Musieli szybko wybiec i gdy zachodziło słońce, a do początku szabatu było kilka chwil, jeszcze jechali samochodem. Nie mieli wyboru i musieli zaparkować, zamknąć wszystko w aucie i dojść do domu pieszo.
Rabin pamięta spotkanie z farmerem z Catskills, który chciał parę tefilin. W tych czasach tefilin kosztowały osiemnaście dolarów. Samuels z radością zadzwonił w kilka miejsc, żeby zamówić je dla niego, ale nie mógł żadnych znaleźć, bo tysiące ludzi już wszystkie wykupiło. Kampania Rebego wytworzyła niespotykany dotąd popyt.
Samuels z dumą opowiada jak pierwszy raz wsiadł na „Cysternę z Micwami”. Parkowali na czterdziestej siódmej i na piątej alei i zapraszali przechodniów, by założyli tefilin i odmówili błogosławieństwo. To co nazywali „cysterną” było zwykłą, prosta ciężarówką Hertza bez klimatyzacji. A jednak nawet w nowojorskim zaduchu i upale, na zewnątrz stały tłumy, które najpierw czekały a potem cisnęły się do środka cysterny, żeby wypełnić micwę tefilin.
Bez wątpienia doświadczenia Samuelsa z wojny są na zawsze wyryte w jego sercu i służą mu jako największa z codziennych inspiracji. Do dziś stała i wspierana żarliwością obecność tefilin w życiu rabina sprawia, że staje się on największym świadkiem siły i ożywienia Żydów. Widzi na własne oczy tę rzeczywistość, że każdy Żyd chce być połączony. „Tego jesteś świadkiem, gdy ktoś zakłada tefilin”, mówi. „On się łączy. I gdzieś głęboko to jest dokładnie to, czego zawsze pragnął”.
Czterdzieści lat nie przytępiło u Josefa Samuelsa poczucia, że to zaszczyt, że może tak się zaangażować w micwę tefilin. Natchniony jego pełnym werwy podejściem bardzo chcę wiedzieć, co sprawia, że jest tak nieugięty w swojej pasji. Co odpowiada? „Żydzi”.
„Ktoś, kto zakłada tefilin z innymi ma okazję naprawdę zobaczyć, jak wielcy są ludzie i ich dusze. To wpływa na sposób, w jaki kontaktuje się z ludźmi, przyjaciółmi czy rodziną i przynosi odnowę szacunku do wszystkich. Być może jednym z powodów, dla których Rebe rozpoczął kampanię zakładania tefilin było danie nam możliwości dostrzeżenia jak wielki naprawdę jest Żyd. Większość nigdy nie uczyła się o tefilin ale i tak wypełniają micwę z wielkim szczęściem. Oglądasz wielkość Żyda, gdy on podwija rękaw!”
Takie zrozumienie jest dla rabina Samuelsa niewyczerpanym źródłem energii. Gdy leci do Izraela, prawie nie śpi w samolocie. Gdy tylko przestaje się palić światełko nakazujące zapięcie pasów, on już jest na nogach z tefilin w dłoni. Czasami pasażerowie uważają, że to część obsługi na liniach lotniczych El Al. Być może najbardziej nieoczekiwanym aspektem jego akcji na pokładach samolotów jest zaangażowanie stewardów i stewardess. „Hej, tutaj!” wołają „Jednego pan pominął!”
Rabin Samuels daje ważną wskazówkę tym, którzy chcą zakładać tefilin razem z innymi: „Żeby temu komuś było łatwiej, musicie być bardzo szybcy” mówi tonem, w którym słychać doświadczenie. Zauważając odstępstwo od reguły przypomina sobie kilka przypadków, gdy był proszony o zwolnienie. Gdy rabin powiedział „do dzieła” i zaczął w szybko owijać rzemyki wokół ramienia pewnego młodego mężczyzny, on podniósł rękę i powiedział „Nie, nie, nie! Nie chcę pośpiechu w czasie tego przeżycia”.
Nawet przy jego błyskawicznej szybkości nikt nigdy nie wygląda tak, jakby rezygnował z głębokiego i osobistego przeżycia. Samuels widzi, że to, co nazywa „głęboką łącznością dusz” zachodzi wśród osób, którym pomaga założyć tefilin. „Ludzie często mogą się stać bardzo poważni i przejęci” mówi. Tak naprawdę Samuels uparcie twierdzi, że „nikt nie owija się tefilin bez jakichś głębszych emocji. Nikt nie odchodzi pogrążony w apatii”.
Odmowy rzadko się zdarzają. Samuels uznaje posiadanie „tylko odrobiny bezgranicznej miłości Rebego do każdego Żyda” za źródło jego zdolności do dotarcia nawet do najbardziej opornego ze sceptyków. Co więcej, według jego doświadczenia, sama prośba już porusza ludzi. „Gdy podchodzisz do Żyda, żeby założyć tefilin, zasadniczo mówisz mu ‘jesteś Żydem, masz duszę’. To jest już samo w sobie bardzo osobistym stwierdzeniem. Dla ludzi to wiele znaczy.”
I nawet gdy ktoś odmawia, w jego umyśle już coś zaczyna kiełkować. Rabin Samuels przypomina sobie wydarzenie, które miało miejsce, gdy mieszkał w Seattle. Przeszedł kiedyś obok butiku, z szyldem, na którym było napisane „Sklep jubilerski Samuela”. Sądząc, że może się to odnosić do nazwiska właściciela, pewnego dnia poszedł tam z woreczkiem z tefilin. Pracujący w sklepie mężczyzna, powiedział „Mnie tu tylko zatrudnia facet, który się nazywa Samuel”. I nie, nie chciał założyć tefilin. Jakiś czas później, rabin Samuels przeprowadził pilną rozmowę telefoniczną z tym człowiekiem. Zdiagnozowano u niego białaczkę i chciał on jak najszybciej założyć tefilin. Dziś są dobrymi przyjaciółmi.
Mnóstwo osób zaangażowanych w życie synagogi w Milwaukee to ludzie, z którymi rabin początkowo zetknął się dzięki tefilin. Jeden z nich, Scott Heifetz, stał się bliski Samuelsowi w czasie żałoby po utracie ojca dwadzieścia lat temu. Ojciec Scotta był profesorem college’u, a uczył się razem z rabinem Samuelsem. Po pogrzebie, Scott odkrył jego woreczek z tefilin i zapytał rabina, co z nimi z robić. Oczywista odpowiedź Samuelsa zmieniła życie Scotta: „No, musisz je założyć”. Dziś Scott prowadzi religijne życie i mówi mi, że „Zakładanie tefilin jest z pewnością katalizatorem dla spełniania innych micwot.”
Żona Scotta, Tamar, mówi o magnetycznej przyjacielskości i energii rabina Samuelsa. Gdy pytam ją, jakie robi na niej wrażenie swoją aktywnością i rozpowszechnianiem micwy tefilin, śmieje się i odpowiada: „Aktywnością! Nie sądzę, żeby nawet sam Rebe kiedykolwiek przypuszczał, że znajdzie się kiedyś ktoś aż tak aktywny!” Tamar pracuje wraz z innymi pielęgniarkami w miejscu, gdzie większość zatrudnionych stanowią kobiety. Jednak gdy rabin przychodzi na wizytę, i tak zabiera tefilin ze sobą „żeby nie pominąć żadnego Żyda po drodze”.
Noszenie tefilin ze sobą wszędzie, gdzie się udaje niesie ze sobą pewne ryzyko. Rabin Samuels pamięta kilka przypadków, gdy zapodział gdzieś swój woreczek. Raz, gdy tak się stało, znikł gdzieś na kilka dni, a potem pojawił się w synagodze. Ale nie zawsze rabin ma tyle szczęścia. Po tym, jak zostawił woreczek na wózku w zatłoczonym supermarkecie Wal-Mart, nigdy więcej go nie ujrzał. Ale nie marnował czasu na panikowanie, tylko szybko zamówił nową parę – co jest zadaniem dość delikatnym jak na człowieka, który tak szczególną uwagę poświęca micwie zmieniającej ludzkie życia. „Upewniam się, że mam wyjątkową parę” mówi „Nie jakąś tanią. Niektórzy zakładają tefilin pierwszy raz w życiu. Tefilin musi być najlepszy i najładniejszy, jaki można dostać.”
Przy tak autentycznym zapale nic dziwnego, że rabin Samuels inspiruje Żydów na całym świecie.
Jeśli o mnie chodzi, nie spodziewałem się przejść takiej przemiany. Nasz wywiad dobiegał teraz końca. Zadzwoniłem do rabina Samuelsa, żeby stworzyć obraz niezwykłego człowieka poświęconego sprawie dodawania wszędzie odwagi Żydom poprzez niezwykłą micwę, ale w swoim entuzjazmie i szczerości Samuels wskazuje na wszystko tylko nie na siebie samego. Prowadząc życie, które daje podstawy do przechwałek, rabin Samuels ma w sobie pokorę, która udowadnia, że prawdziwe przywództwo pochodzi ze zrozumienia, że misja jest o wiele większa od jednego człowieka. Niedługo przed zakończeniem naszej długiej rozmowy, policzki bolały mnie od uśmiechu, a serce przepełniała mi odnowiona duma z duszy mojego żydowskiego narodu. Zanim się rozłączyłem, rabin Samuels powiedział mi, że mogę dzwonić do niego w każdej sprawie, kiedy tylko chcę. Wiem, że nie mówił tego tylko z uprzejmości i z podnieceniem mu podziękowałem. Dla każdego Żyda „rabin Tefilin Samuels” to kontakt, który bardzo dobrze mieć.