Umysł ponad sercem?

19 Wrzesień, 2013 r.

Tzvi Freeman
Sprawianie, by umysł rządził sercem jest powszechnym motywem w żydowskich naukach. Jest także źródłem okropnych nieporozumień.
Większość słysząc o władzy umysłu nad sercem wyobraża sobie zimnego, wyrachowanego i nadętego neurotyka. W końcu umysł jest tym wszystkim. Czy nie wolelibyśmy żyć sercem pełnym życia i kochającym wolność?
Musimy więc wyjaśnić, że gdy umysł panuje nad sercem, nie oznacza to wcale, że to on jest głównym dowódcą. Nikt nie chce, żeby umysł sprawował kontrolę – nic by się nie dało zrobić. Umysł może i świetnie rozwiązuje zagadki, lecz jest nieudolnym idiotą jeśli chodzi o prawdziwe życie. Umysł ma być raczej kanałem dla duszy.


To jest tak: dusza, znajdując się poza ciałem, widzi wyższe sprawy. Ma też do wyrażenia wielkie idee. Ale dusza musi zaangażować także ciało w to widzenie i w te idee. I wie, że jedynym sposobem, by do tego doszło jest przyniesienie natchnienia sercu.
Problem w tym, że dusza jest zwyczajnie zbyt wielka, żeby mogła zostać zawarta w małym sercu. Kiedy więc dusza łączy się bezpośrednio z sercem, serce jest przytłoczone. Z pewnością może się zapalić i przez jakiś czas płonąć bez opamiętania. Ale potem to wszystko się kończy i odchodzi w zapomnienie.
I właśnie do tego miejsca układanki pasuje umysł. Umysł musi dosięgnąć duszy i uchwycić część jej wyższego widzenia. Przetrawia to, co wtedy widzi, aż staje się to tak realne, że przemawia także do serca. To jest moment, który nazywamy da’at, tłumaczone mniej więcej jako „zdanie sobie sprawy”. Moment, w którym myślimy: „O! To naprawdę jest właśnie tak!”. To punkt, w którym do sprawy włącza się serce ze swoim trwałym natchnieniem. I to właśnie umysł doprowadza serce do tego miejsca.  
Żeby było bardziej konkretne: powiedzmy, że jesteś muzykiem. Wiesz, że natchnienie nie bierze się z umysłu – bierze się z czegoś poza nim. Ale przez długi czas w ogóle się nie zjawia. Twój umysł musi się otworzyć, dostroić się do czegoś poza nim. Wtedy zaczynają puszczać soki i możesz grać sercem.
Ale z drugiej strony przez cały czas, gdy grasz, musisz mieć ten umysł włączony. Gdy umysł niepostrzeżenie się wyłącza, a serce przejmuje całą kontrolę, muzyka traci głębię. Jak to się mówi, nie może cię ponieść. To nazywamy „umysłem ponad sercem”.
Dobrze, no to powiedzmy, że nie jesteś muzykiem. To może lubisz grać w piłkę? Tu działa ta sama dynamika: jak nie włożysz w to serca, to po prostu nic nie wypali. Ale jak pozwolisz sercu szaleć, to za długo nie utrzymasz się w lidze.
Tak więc niektórzy ludzie tracą jasność umysłu i dają się opanować sercu. Inni zapominają o sercu i dają się całkowicie pochłonąć umysłowi. Ani jedno, ani drugie nie jest dobre. Chodzi o to, żeby dusza wyrażała się w sercu dosięgając go poprzez umysł.
Nie jest łatwo załatwić te wszystkie sprawy z umysłem i sercem. Przede wszystkim, gdy pierwszy raz stykasz się z życiem, czyli w dzieciństwie, jesteś właściwie emocjonalnym zwierzęciem i małe są szanse, żeby twój umysł w ogóle coś kontrolował. Po drugie, nawet jak już dorośniesz, cały świat każe ci tylko reagować na swoje bodźce. W końcu, gdy masz kontrolę nad własnym mózgiem i sercem, to trudno ci raczej wcisnąć jakiś produkt, który nie jest ci potrzebny i kazać ci brać nadgodziny, żeby za niego zapłacić. Większość ludzi będzie zadowolona, gdy dasz im kluczyki do swojego mózgu i serca i usiądziesz sobie cicho na tylnym siedzeniu. Dziękujemy zapraszamy!
Tak więc odzyskiwanie własnego mózgu i serca to brnięcie pod prąd. Tefilin to jedna z micw, które najbardziej pobudzają twoje siły. Przeznacz w porannym pośpiechu parę chwil, żeby założyć tefilin i odmówić Szma. Potem, w ciągu dnia, przypomnij sobie, kto tu rządzi. Nie musisz się poddawać każdemu kaprysowi serca. Jesteś ponad tym. Masz umysł i duszę – całe twoje.