Wymodlone niemowlęta

19 Wrzesień, 2013 r.

Wymodlone niemowlęta
Chana (Jenny) Weisberg
Rodzenie dzieci postępowało dla nas jak „w szwajcarskim zegarku”. Miałam trzy córki urodzone w krótkim czasie, w odstępach dokładnie dwóch lat pomiędzy każdym z narodzin.
Ale Moria, moje czwarte dziecko, była odmienna. Po tym jak moja trzecia córka urodziła się zaszłam w ciążę i planowy termin rozwiązania przypadał w dniu drugich urodzin mojej trzeciej córki. I wtedy, po raz pierwszy w moim życiu, poroniłam.
Czas pomiędzy poronieniem a początkiem ciąży z Morią był jednym z najsmutniejszych okresów w moim życiu. Pogrążona byłam w żałobie po starcie dziecka, dla którego nigdy nie będę mogła być matką i każdego miesiąca, który minął towarzyszyło mi ostre poczucie straty, którego doświadczyłam tego okropnego, zimowego dnia kiedy poroniłam.
W tym czasie strata ta położyła się ciężkim cieniem na każdym momencie mojego życia: nad porankami, które spędzałam pisząc, ponad popołudniami w parku kiedy łapałam moje chichoczące córki u podnóża zjeżdżalni oraz wieczorami kiedy odpowiadałam na rozmowy telefoniczne i zmywałam kuchenne blaty.
Moja strata położyła się cieniem na każdym momentem mojego życia
Nigdy w życiu nie modliłam się tak jak w czasie tych miesięcy aby zajść ponownie w ciążę.


Następnego dnia po tym kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży z Morią zwróciłam się do B-ga z podziękowaniami, szlochając z radości.
Każdego dnia mojej ciąży prosiłam o błogosławieństwo „zdrowego i całego dziecka” i często odwiedzałam Zachodnią Ścianę – Ścianę Płaczu - z modlitewnikiem i paczką papierowych chusteczek. W czasie kiedy wracałam do domu paczka chusteczek była omalże pusta.
W końcu nazwaliśmy naszą czwartą córkę Moria aby uhonorować Górę Moria, gdzie znajduje się Ściana Zachodnia. Nazwaliśmy ją Moria aby uhonorować tęsknotę i łzy i modlitwy, które wylały się w tym świętym miejscu i które wypełniły miesiące prowadzące do poczęcia i długo oczekiwanych narodzin Morii.
Moria jest szczególnym dzieckiem dla mnie. Tak jak zawsze wierzyłam, że urodzenie zdrowego dziecka jest darem od B-ga, intensywność moich modlitw kiedy oczekiwałam na Morię, zmieniła mnie w osobę, która czuje prawdę tego cudu każdą uncją uncji mojego jestestwa. Do dzisiejszego dnia moja świadomość, że ta mała dziewczynka jest darem od B-ga pulsuje w moim połączeniu z nią.
Osiem miesięcy, które nastąpiły po moim poronieniu, choć traumatyczne dla mnie, były niczym w porównaniu do cierpień jednej na siedem zamężnych kobiet, które statystycznie mogą być dotknięte, na pewnym etapie ich małżeństwa, bezpłodnością. To są kobiety, które walczą, leczenie po leczeniu, rok po roku a nawet dekada po dekadzie z takim poczuciem tęsknoty, że moje krótkotrwałe tęsknienie wydaje się być bez znaczenia w porównaniu z ich. Różnica pomiędzy moją tęsknotą a ich jest różnicą pomiędzy osobą, która potrzebuje wydostać się na zewnątrz aby złapać świeże powietrze a osobą, która rzeczywiście dusi się i chwyta ratujący życie tlen.
Jednocześnie moje - jakkolwiek krótkotrwałe - doświadczenie uzmysłowiło mi i otworzyło oczy na te kobiety, które często cierpią w milczeniu.
Od czasu tego poronienia mam listę bezdzietnych kobiet z mojej wspólnoty i z całego świata, za które modlę się. I każdego roku, ku mojemu zdumieniu, napotykam dwie
lub trzy kobiety, które z bezdzietnych zamieniły się w matki i zniknęły z mojej listy.
Kiedy spotykam te długo oczekiwane dzieci, które przyleciały na ten świat na skrzydłach tysiąca nad tysiącami modlitw widzę szczególną aurę wokół nich. Dzieci te są w równych częściach: ciałem, krwią, łzami i tęsknotą. To są wymodlone dzieci.
To są dzieci jak sześciomiesięczna Hodaja. Hodaja urodziła się po pięciu latach małżeństwa, trzech latach leczenia przeciw bezpłodności i okresie ciąży „wysokiego ryzyka”, w którym to czasie mama w większości przebywała w szpitalnym łóżku.
Lub jak Thila, która urodziła się jako dwumiesięczny wcześniak i przez sześć miesięcy leżała w inkubatorze. Modliłam się za tę cenną, małą dziewczynkę każdego kolejnego dnia. Każde nowonarodzone dziecko, które widzę wywołuje mój uśmiech na twarzy. Ale, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam wczoraj Thilę, śpiącą w jej w wózku poczułam na ciele gęsią skórę.
To są dzieci takie jak Rafael. Pięć lat temu matka Rafaela urodziła chorą dziewczynkę, która w kilka godzin po porodzie zmarła. Matce Rafaela zajęło kolejne dwa lata zanim ponownie zaszłą w ciążę, ale ta kolejna ciąża zakończyła się ponowie tragicznym poronieniem w szóstym miesiącu ciąży. Rok później, Rafael został poczęty.
To są dzieci, które w równej części są: ciałem, krwią, łzami i tęsknotą
Zwykle, kiedy otrzymuję masę e-maili oznajmiających narodzenie dziecka przekazuję je mojemu mężowi, który odpowiada pośpiesznym e-mailem „Gratulacje!”. Kiedy otrzymałam e-mail z wiadomością o Rafaelu płakałam. A potem zadzwoniłam
do matki - ciągle rozemocjonowanej po porodzie – aby przez jej telefon komórkowy usłyszeć wszystkie szczegóły.
Dla mnie dzieci te reprezentują ostateczny obraz nadziei.
Każde dziecko jest cudem, ale głębokie modlitwy, które odmawiane były za każde z tych wymodlonych dzieci, powodują, że widzimy w tym cud. Modlitwy nasze za nie otwierają nasze oczy i pozwalają zobaczyć nam te dzieci naprawdę tymi kim są. Kim są wszystkie dzieci.
Jest to dar modlitwy.
W czasie świąt Nowego Roku czytamy historie o trzech bezpłodnych kobietach: Sarze, Racheli i Hanie. Historie tęsknoty tych kobiet do ich wymodlonych dzieci powinny zainspirować nas, poprzez ten znaczący tydzień, który doprowadza nas do Jom Kipur - Dnia Pojednania.
Dlaczego bezpłodne kobiety są tematem w czasie Wielkich Świąt? Ponieważ jest niewiele ludzi na świecie, którzy modliliby się z taką intensywnością z jaką modlą się kobiety pragnące dziecka.
Te wielkie kobiety uczą nas jak siła modlitwy potrafi przetransformować kobietę w matkę a dziecko w przywódcę Narodu Żydów. Modlitwa, w olbrzymiej części, dopełnia tego przez wyjaśnienie tego co jest naprawdę ważne.
Nie modlisz się za samochód czy twój manicure czy też połączenie z Internetem.
Modlisz się za swoje dzieci aby były dobrymi ludźmi; ludźmi, którzy będą robili dobre rzeczy. Powinni być takimi Żydami, którzy w czasie ich drogi życiowej będą wielkim światłem rozjaśniającym ciemność.
Wymodlone dzieci są tak wyjątkowe ponieważ nasze modlitwy za nie otworzyły nam oczy i pozwoliły uświadomić nam, że dzieci te zostały zesłane nam jako szczególne przesłanie od Mistrza Wszechświata.
W czasie dni, które prowadzą do Jom Kipur - Dnia Pojednania, najświętszego dnia w całym roku, pozwólmy na kontynuację tradycji matek narodu i módlmy się za nasze własne dzieci jak nigdy dotąd. I pomódlmy się również za tych, którzy dopiero będą mieli swoje dzieci. Dodajmy siły tym, którzy zastanawiają się czy kiedykolwiek będą je mieli.
Lecz najważniejsze w tym wszystkim: módlmy się abyśmy potrafili w naszych domach odkryć wymodlone dzieci czy mają miesiąc, cztery lata czy też trzydzieści. Czy poczęły się po dziesięciu latach leczenia bezpłodności czy też w pierwszą rocznicę małżeństwa ich rodziców.
Każde dziecko może posiadać aureolę wymodlonego dziecka. Wszystko to co powinnyśmy zrobić to szeroko otworzyć usta i serce.