Szabat który czuwał nad Rozą

18 Wrzesień, 2013 r.

Szabat,
który czuwał nad Rozą
Młoda dziewczyna stała obok swego ojca na molo w porcie, gdzieś w Polsce, z walizką u stóp.  Z pośród dziewięciorga rodzeństwa, 12-letnia Roza została wybrana do podróży do „złotego kraju”, Ameryki. Życie w Polsce było ciężkie, a głód często zaglądał do domu rodziców.  W końcu rodzina zaoszczędziła wystarczająco dużo pieniędzy na bilet w jedną stronę do Stanów Zjednoczonych.  A do Rozy, najmłodszej z rodzeństwa, uśmiechnęło się szczęście i to ją właśnie wybrali rodzice.
ייתכן שהדפדפן שלך אינו תומך בתצוגה של תמונה זו.Tata zarzucił walizkę na ramę i szedł dalej w ciszy, poły jego płaszcza rozwarły się na wietrze.  Roza widziała z jakim trudem trzymał swe emocje na wodzy.  Trudy życia widoczne były w liniach przecinających mu twarz, w palącym smutku jego mądrych oczu i w siwych nitkach brody.  Plecy miał jednak proste jak struna, w jakimś uporze  przeciwstawienia się trudom życia.
Z niepohamowanym westchnieniem ojciec zrzucił walizkę na pokład i zwrócił się do córki.  Siwa głowa pochyliła się ku wzniesionej ku górze niewinnej twarzyczce, gdy ojciec wpatrywał się głęboko w jasne oczy córki.  Chciał krzyczeć w proteście przeciw okrucieństwu losu.  Jak bardzo pragnął zabrać Rozę z powrotem do domu, jak bardzo chciał uściskać ją tak jak wtedy, gdy była zaledwie niemowlęciem.  Zamiast tego położył swą drżącą dłoń na jej policzku.
„Roza, mein kind (moje dziecko), pamiętaj, B-g czuwa nad tobą na każdym kroku.  Pamiętaj Jego prawa i dobrze ich przestrzegaj.  Nigdy nie zapomnij, że bardziej niż Żydzi przestrzegają szabatu, szabat czuwa nad Żydami. Ciężko będzie ci w nowym kraju.  Nie zapomnij kim jesteś.  Przestrzegaj szabatu -niezależnie od tego, co musisz poświęcić.”


„Tate!, Tate!” (Tato!Tato!)
Roza ukryła twarz w szorstkości płaszcza ojca, jej szczupłe ramiona objęły go mocno, jakby próbowała uczepić się tego, co było jej bliskie w Polsce.  Tate znów westchnął ciężko.  Jego proste ramiona znów pochyliły się nad córką, a łzy obojga zmieszały się ze sobą.  Gwizd ze statku w końcu ich rozdzielił.  Tate pochylił się i jeszcze raz uściskał Rozę, przytulając ją jak tak mocno, że na chwilę straciła oddech w uścisku, który miał przetrwać całe życie.  Potem odwrócił się i zszedł po pomoście, zgarbiony mężczyzna w końcu pokonany przez trudy życia.  Gdy statek odpływał, pozostawiając za sobą polskie sztetl,  świeża morska bryza owiewała twarze pasażerów, przygotowujących się do rozpoczęcia nowego życia.
Dla Rozy podróż wypełniona była pytaniami i niepewnością.  Czy jej krewni rzeczywiście będą na nią czekać, czy też będzie zupełnie sama w tym nowym kraju?  Jak przerażająca była myśl o nowym życiu bez bliskich, których tak kochała.  Gdy statek wpływał do portu w Nowym Jorku, pasażerowie stali ściśnięci przy barierce, krzycząc i klaszcząc w dłonie, zobaczywszy „nowy kraj”. Roza stała z boku, onieśmielona i niepewna.  Czy nowe życie spełni swą obietnicę nadziei, wolności i bogactwa?  Czy jej krewni będą na nią czekać, czy też stała się właśnie bezdomną?
Roza nie martwiła się długo.  Krewni czekali na nią, zatroskani losem „nowicjuszki”. Szybko odeskortowali ją bezpiecznie do domu.  Ze swoim dojrzałym wyglądem i zachowaniem Roza nie miała trudności w znalezieniu pracy jako szwaczka.
Życie w Ameryce było nowe i obce.  Szybko pozbywano się polskich zwyczajów – razem z religią.  Zapomniano o skromności, koszernym jedzeniu i o Torze, tak jak o niemodnych ubraniach i akcencie.  Krewni Rozy uważali, że religia była „staromodna” i zupełnie nieprzydatna w Ameryce.  Roza jednak nigdy nie zapomniała pożegnalnych słów ojca.  Założyła nowe ubrania, które podarowali jej krewni, modnie obcięła włosy, ale nigdy  nie zrezygnowała z przestrzegania szabatu.
Niezmiennie każdego tygodnia Roza znajdowała wymówkę, dzięki której wyjaśniała szefowi, dlaczego nie mogła przyjść do pracy w sobotę. Raz bolał ją ząb, innym razem – żołądek.  Po trzech tygodniach przełożony zrozumiał, co się dzieje.  Zawołał ją do siebie.  „Roza” powiedział w dobrej wierze „Zadowolony jestem z ciebie i z twojej pracy.  Ale te historie z szabatem muszą się skończyć.  Albo przyjdziesz do pracy w sobotę, albo możesz szukać sobie innego zajęcia.”
Usłyszawszy, co się stało, krewni Rozy byli nieugięci.  Oczywiście, że musi iść do pracy w szabat. Naciskali na nią, przypochlebiali, prosili i przekupywali.  Roza czuł się jak liść rzucony na wiatr, bez wpływu na swój los.  Była tak młoda i podatna na zranienia.  Chciała zadowolić swych krewnych.  Ale słowa ojca wciąż brzęczały jej w głowie.  Co powinna uczynić?
Przez cały tydzień Roza była oszołomiona sytuacją.  „Z jednej strony Tate nie ma tutaj, żeby pomógł mi być silną, a poza tym chcę być miła dla moich nowych przyjaciół.  Potrzebuje przyjaciół.  Chce znaleźć swoje miejsce w tym nowym świecie” myślała.  I zaraz przychodziła jej do głowy inna myśl.  „Z drugiej strony, jak mogłabym zapomnieć o szabacie?  Jak mogłabym zrezygnować z tego piękna, którego nauczył mnie Tate?
„Roza, kochanie, posłuchaj nas. To dla twojego dobra.” powtarzali krewni, aż opór Rozy malał .
W piątek Roza poszła do pracy z drugim śniadaniem w ręku i głową zatopioną w myślach.  Usiadła przy swojej maszynie, przysłuchując się brzęczeniu innych maszyn, gdy w roztargnieniu pracowała.  Czy tak strasznie byłoby tak pracować jutro?  Czas decyzji był już bardzo blisko
ייתכן שהדפדפן שלך אינו תומך בתצוגה של תמונה זו.Bzzz, bzzz, bzzz.  Maszyna akompaniowała myślom Rozy.  Co powinna zrobić – lub może powinna zapytać, co mogła zrobić?  Gdy słońce ślizgało się po parapetach Lower East Side, Roza wiedziała już, co zrobi.   Była Żydówką i nie będzie w szabat pracować.
Szabat w Ameryce niepodobny był ciepłym szabatom, które znała z domu. Ten tydzień był jeszcze gorszy.  Brakowało jej odwagi by powiedzieć krewnym o swojej decyzji.  Wyszła więc z domu o poranku, udając, ze wybiera się do pracy.  Dzień spędziła na chodzeniu w tę i z powrotem po ulicach Manhatanu.  Razem z gołębiami odpoczywała w Tompkin's Square Park.  „Tate, ta piosenka jest dla ciebie” wyszeptała.  Gołębie czyściły sobie piórka.  „Jona maca bo manoach”.  (gołębica znalazła w nim (szabacie) miejsce spoczynku.).  Siedziała więc między gołębiami, śpiewając tradycyjne pieśni szabatowe, łkając między wersami.  Gdy trzy gwiazdy w końcu pojawiły się na niebie, wyznaczając koniec szabatu, księżyc oświetlił zmęczoną dziewczynkę i skąpał jej twarz w swym blasku.  Roza zwyciężyła, ale to zwycięstwo będzie ją drogo kosztować.  Straciła  pracę i odsunęła od siebie rodzinę.
"Baruch HaMawdil. . .” (błogosławieństwo wypowiadane przy końcu szabatu).  Czas było skonfrontować się z trudem codziennego życia.  Roza skierowała się ku domowi, wyobrażając już sobie straszną scenę, która będzie mieć miejsce, gdy jej krewni dowiedzą się, że nie była w pracy.
Gdy zbliżała się do domu, z zamyślenia wyrwał ją krzyk. „Roza! Co.. co... To znaczy, jak się tu znalazłaś?  Gdzie byłaś?  Roza spojrzała na swego kuzyna, nic nierozumiejącym wzrokiem.
“Joe, co się ze mną stanie? Zdecydowałam się przestrzegać szabat i straciłam pracę.  Teraz wszyscy będą na mnie źli i rozczarowani, o Joe, co ja teraz zrobię?” mówiła płacząc.
Joe spojrzał na nią dziwnie.  „Roza, nie słyszałaś?”zapytał miękko.
„Co słyszałam?”
„Wybuchł ogromny pożar w fabryce.  Tylko 40 ludzi się uratowało.  Nie było wyjścia z budynku.  Ludzie skakali z okien na pewną śmierć.” głos Joe'a drżał, teraz już płakał otwarcie.  „Roza, czy nie widzisz?  Ponieważ zadecydowałaś się przestrzegać szabat, zostałaś przy życiu.  Dzięki twojemu szabatowi, uratowałaś się.”
Z pomiędzy 190 pracowników, Roza Goldstein była wśród mniejszości, która przeżyła.  Niesławny pożar w  Triangle Shirtwaist Factory wybuchł 25 marca 1911 roku w sobotę i pochłonął życia 149 imigrantów wtedy obecnych.  Ponieważ był to szabat Roza Goldstein nie była obecna.  Tak jak powiedział jej ojciec, bardziej niż Żydzi przestrzegają szabatu, szabat czuwa nad Żydami.


udostępnij