Duchowe molekuły

19 Wrzesień, 2013 r.

Velvl Green
Duchowe Molekuły Większość z nas „wierzy” w molekuły.
Prawie nikt z nas nie widział ani jednej molekuły i o ile nie studiowaliśmy chemii i fizyki lub chemii fizycznej, to pewnie także nie rozumiemy doświadczeń i kryteriów przy pomocy których naukawcy wykrywają molekuły po czym je rozpoznają, analizują i opisują ich strukturę. Pomimo tego wierzymy w ich istnienie i w ich strukturę, wagę, kształt oraz w ich przewidywalne właściwości. Uświadomiono nam, że wszystkie molekuły składają się z setek podstawowych atomów podobnie jak wszystkie słowa złożone z tych samych, podstawowych liter. Te niezliczone i różnorodne molekuły tworzące nasz świat różnią się między sobą jedynie rodzajem i liczbą atomów, ich układem i miejscem w strukturze molekularnej – podbnie jak wszystkie słowa naszej mowy różnią się między sobą literami i ich kolejnością. Te same słowa mogą służyć do pisania psalm jak i do pamfletu politycznego i bardzo podobnie takie same molekuły mogą się znajdować zarówno w mrówce jak i w słoniu.


Nie ma w tym dzisiaj niczego mitycznego. To już nie jest fantazją lub czymś hipotetycznym. Ten koncept molekuł i atomów jest dzisiaj powszechnie przyjęty i uznany, tak samo jak rzeczy widoczne i odczuwalne naszymi zmysłami.
Kiedy chemik powiada, że pewen molekuł posiada trzy atomy węgla natomiast inny ma ich sześć, to my mu wierzymy. Jeżeli ten sam chemik mówi, że sześć atomów węgla tworzą koło natomiast w innym molekule swojego rodzaju widły, to i w to mu wierzymy. Nieraz wierzymy bo to ma sens, ale częściej wierzymy bo nie ma powodu nie wierzyć, Zazwyczaj wierzymy bo polegamy na umiejętnościach i szczerości tegoż chemika.
Chemicy i ich współpracownicy zasługują na nasze zaufanie bardziej niż na przykład kupcy, adwokaci i wiekszość urzędników państwowych, którzy kierują naszym państwem, Teoria sterowania molekularnego jest podstawą podniecających odkryć w dziedzinie fiziologii, genetyki, mikrobiologii i famakologii. Chemicy używają z powodzeniem modele molekularne w tworzeniu nowych produktów, które nam tak bardzo zmieniają życie.   
Już dawno temu, polegając na nabytym doświadczeniu, ludzie odkryli, że jedzenie może być pożywne ale także może być trucizną, że napoje mogą być odurzające lub nie; że pewne diety mogą być tuczące zaś inne, choć zaspakajające głód mogą być mniej tuczące. Na początku dwudziestego wieku dietetycy odkryli, że brak pewnych składników odżywczych może wywołać zmiany patologiczne w organiźmie. W tym samym czasie specjaliści od alergii doszli do wniosku, że pewne składniki dodawane do żywności także są w stanie spowodować zmiany patologiczne. Dopiero po tym jak farmakolodzy wynaleźli „mapy metaboliczne”, udało się uporządkować całe masy danych empirycznych. Te mapy metaboliczne opisują działanie dróg trawiennych oraz proces syntezy zachodzący w komórkach. One wskazują na metody za pomocą których można rozbić złożone minerały, proteiny, węglowodany i lipidy na prostsze molekuły, które potem mogą być zużyte przez nasz organizm w celu tworzenia protein, minerałów, węglowodanów i lipidów stanowiących materiał budowlany naszych tkanek. Mapy te pokazały jak cały ten proces jest regulowany przez inne molekuły (witaminy). Modele molekularne tłumaczyły sposób w jaki niektóre produkty spożywcze powodowały reakcje toksyczne zaś inne były przyczyną alergii wywołującą takie choroby jak krzywica, pelagra, wole i Beri Beri, wyjaśniały one również w sposób sensowny, różnego
rodzaju diety odchudzające a także wiele innych zjawisk fiziologicznych i farmakologicznych.
Da się powiedzieć, że chemia i biologia molekularna przyczyniły się do stworzenia nauk takich jak odżywianie, fiziologia i patologia odżywcza wyrywając te dziedziny z rąk alchemistów i szarlatanów.
Koszerność a Chemia
Tego rodzaju myśli nie dawały mi pokoju podczas przeglądania rozdziału Tory zwanego Semini(Tazria) (Leviticus 9-10), w którym to rozdziale znajdują się przykazania zabraniające spożywanie pewnych produktów jednocześnie pozwalając na jedzenie innych.
Sama Tora nie daje żadnych wyjaśnień na ten temat, ale każdy kto zna nowoczesną teorię molekularną prawidłowego odżywiania się czuje wielką pokusę stworzenia modeli i map molekularnych w celu wytłumaczenia tej całej dziedziny.
Są to jednakże bezpłodne spekulacje...
W swoim klasycznym dziele na temat medycyny biblijnej i talmudycznej , jakieś 73 lata temu, Dr. Julius Preuss, we wstępie do dyskusji na temat kaszrutu (przepisów odżywiania się) wyraził się w nastę pujący sposób:
Biblijne przepisy odżywiania się znajdują się w rozdziale „Higiena” jedynie    dlatego bo my nie jesteśmy w stanie dopatrzyć się innego powodu prócz sanitarnego dla ich istnienia. Należy jednak podkreślić, że nigdzie w Torze nie ma wyjaśnień tych przepisów, a w późniejszych pismach są one bardzo rzadkie. Tak więc wszelkie logiczne tłumaczenia tych przepisów są czysto hipotetyczne i nie stanowią części źródła ich pohodzenia...
To stwierdzenie określa bardzo dokładnie frustrujący paradoks, z którym się spotyka każdy kto by chciał wytłumaczyć przepisy kaszrutu używając do tego nowoczesne metody wiedzy o odżywianiu i zdrowiu publicznym. My nie wiemy dlaczego pewne zwięrzęta lub ptaki wolno nam jeść natomiast inne nie. My nie wiemy dlaczego czworonożne zwierzęta mają być szlachtowane tak a nie inaczej. My nie wiemy dlaczego zabrania się nam spożywać krew i niektóre tkanki tłuszczu oraz nerw kulszowy; my także nie wiemy jakie niebezpieczeństwa nas oczekują podczas jedzenia mięsa razem z mlekiem. My także nie wiemy dlaczego pewne niedoskonałości anatomicne w zwierzęciu czynią go traifa (niekoszernym) czyli zabronionym. Zaopatrzono nas dosyć dokładnymi wskazówkami dotyczącymi kryteriów służących do odróżniania dozwolonego od zabronionego, ale nie dano nam odpowiedzi na pytanie dlaczego i choć bardzo chcielibyśmy wiedzieć dlaczego to każde tłumaczenie stanowi jedynie swoistego rodzaju ćwiczenie wyobraźni ludzkiej.
Największe umysły ludzkie starały się w przeciągu tysięcy lat wytłumaczyć te przepisy. Setki hipotez  powstało w celu rozwiązania tych tajemnic. Dlaczego byk jest koszerny a wielbłąd nie? Dlaczego żydowi nie wolno jeść wieprzowiny i skorzystać z tego bardzo pożywnego mięsa? Dlaczego karp jest dozwolony natomiast węgorz nie? Nasz logiczny umysł chciał by zrozumieć i niestety nie będąc w stanie tego zrobić zaczyna je w ogóle ignorować!
W ostatnim stuleciu stało się modnym tłumaczyć kaszrut przykładami z medycyny publicznej. Zasadniczym twierdzeniem jest, że Mojżesz był swojego rodzaju prymitywnym
inspektorem zdrowia, zaś paraszas Szmini jest wczesnym modelem naszych przepisów dotyczących jedzenia oraz medykamentów. Jest to wszechobecny i wielce intrygujący koncept, którego zwolennikami są głównie żydzi, którym się przede wszystkim nie chce przestrzegać zakazów koszerności. W badaniach medycyny publicznej nie znajdziecie potwierdzenia dla takiego stanowiska. Zając jest niemniej pożywny niż kurczak, gefilte fisz można zrobić zarówno z jesiotra jak i z pstrąga, a różnica z punktu widzenia mikrobiologii a także chemii pomiędzy jagnięciem a wieprzem jest bardzo niewielka.
Byłoby nam łatwiej gdyby istniały jakieś powody chemiczne (zrozumiałe dla nas) tych ograniczeń, a jeszcze łatwiej gdybyśmy mogli wyizolować szkodliwą substancję z zabronionego jedzenia, nieistniejącej w dozwolonym. Mogło by być nieźle gdybyśmy byli w stanie udowodnić, że proces opisany w Szulchan Aruch (Kodeks Prawa Żydowskiego) jest wynikiem jakiejś reakcji molekularnej produkującej toksyny. O! To by miało sens. Mamy szerokie doświadczenie empiryczne, które mieli zresztą już nasi przodkowie i to zarówno z truciznami wszelkiego rodzaju jak i z alergiami. Istnieją w przyrodzie różnego rodzaju rośliny trujące takie jak na przykład niektóre grzyby, pewne ryby i mięczaki. W tym wypadku byłoby czymś zrozumiałym gdyby jakiś prymitywny legislator zabronił ich spożywanie swoim wspólplemiennikom. Wiemy też, że nieprawidłowo przetwarzane lub przechowywane jedzenie może służyć do przenoszenia zakaźnych toksyn i dlatego byłoby czymś naturalnym gdyby przywódca prymitywnego szczepu wydał rozporządzenia regulujące procesy przetwarzania i składowania towaru przeznaczonego do jedzenia.
Gdyby niekoszerne jedzenie lub niewłaściwy proces przetwórczy powodowały zatrucia, infekcję lub wysypkę, wówczas wszystko byłoby dla nas zrozumiałe.
Ale tak nie jest. Z punktu widzenia prawidłowego odżywiania się i toksynologii nie ma żadnej różnicy pomiędzy jedzeniem koszernym i niekoszernym. Odpowiedź napewno nie jest naukowa. To nie atomy i molekuły wieprza sprawiają, że żydzi je nie jedzą, bo gdyby tak było to i nie–żydzi też by tego nie jedli. Może istnieją jakieś żydowskie receptory lub komórki uczulone na molekuły trefnego jedzenia? Nie byłoby to czymś nieznanym w medycynie bo przecież są ludzie uczuleni na truskawki natomiast inni nie. Tak naprawdę to różnica pomiędzy alergią a brakiem uczulenia polega na subtelnej reakcji molekularnej występującej w pierwszym wypadku a którego nie ma w drugim. Lepszym przykładem może być genetyczna (niektórzy twierdzą, że rasowa) niezdolność strawienia krowiego mleka, podczas gdy inni wręcz za nim przepadają. Tak więc rzeczywiście istnieją reakcje molekularne w sferze patologii jedzenia mogące mieć charakter dziedziczny i wyjaśniające zakazy spożywania danego jedzenia.
Niestety nie jest to dobrym wyjaśnieniem. Żydowskie cechy rasowe są raczej mitem nazistowskim a nie rzeczywistym stanem rzeczy. Kiedy po raz pierwszy ogłoszone zostały te nakazy i zakazy koszernego odżywiania się, 12 plemion żydowskich znajdowało się kilka tysięcy lat temu w pustyni Synaj i napewno istniało między nimi podobieństwo genetyczne, ale przez te tysiące lat jakie minęły od tamtej pory, a szczególnie przez lata wygnania genetyczna jednolitość została poważnie zmniejszona. Dzisiaj żydzi różnią się pomiędzy sobą zarówno rodzajami krwi jak i immunologią, a także reakcją na artykuły spożywcze. Dzisiaj starać się wytłumaczyć przy pomocy chemii koszerność – jest po prostu czymś absolutnie nieodpowiednim. Przecież człowiek, który przeszedł na judaizm jest zobowiązany do natychmiastowego przestrzegania praw koszerności i to nawet jeżeli świetnie się czuł fizycznie do tej pory, spożywając odtąd zabronione jedzenie.
Duchowe Molekuły
Wielu komentatorów rabinicznych skromnie negując, że znają prawdę, nawiązuje do „duchowej szkody” jaką wyrządza spożywanie niekoszernego jedzenia. Na przykład Rabin Szimszon Rafael Hirsz w swoim komentarzu do Tory parszas Kedoszim (Leviticus 19 – 20) pisze co następuje:
Należy świadomie wybierać żywność... jako pierwszorzędny powód do duchowej, mentalnej i moralnej jasności, czystości i świętości... i to od samego początku, od momentu formowania się tkanek ciała ludzkiego oraz zwojów mózgu a także nerwów i muskułów...
Tak więc zabroniona żywność nie jest trucizną materialną lecz raczej szkodliwą dla naszej duszy. Niebezpieczny składnik wieprzowiny nie da się wykryć chemicznie. Także jego wpływy toksyczne nie mogą być ustalone przez lekarzy, ale tym niemniej pewnego rodzaju szkody na pewno nastąpią. Chcąc używać terminologii molekularnej, to mowa tu o „molekułach duchowych”.
Kiedyś czytałem, że istnieje duchowa trucizna w niektórych rodzajach jedzenia i że ta trucizna otępia nasze duchowe zmysly, lub jak to się mówi w jidisz: „zatyka nos i uszy naszej duszy” i to do tego stopnia, że dana osoba nie jest w stanie otrzymywać przekazów duchowych. Słyszałem też, że zwierzęta zabronione do jedzenia przez Torę posiadają pewne cechy duchowe, nabycie których jest niebezpieczne. Jak byśmy się nie starali wytłumaczyć te przepisy to jednak tłumaczenie za pomocą molekuł duchowych jest bardziej sensowne.
Nie zapominajmy jednak, że mają one sens jedynie dla ludzi którzy już uznają autorytet Tory i gotowi są przestrzegać jej nakazy bez potrzeby rozumienia. Dla wszystkich innych molekuły duchowe są zbyt tajemnicze i zabobonne. Z ich punktu widzenia w sferze duchowej nie ma żadnej logiki ani żadnych praw a jedynie bajki, bujna wyobraźnia, magia, czarodziejstwo no i guru.
Oczywiście, że te prawdziwe molekuły też są niewidoczne i dla większości z nas niemożliwe do uzmysłowienia. Są one także podmiotem spekulacji przez gurów (nauki) ubranych w swoje kaftany kapłańskie i rządzących w swoich ezotorycznych świątyniach (nazywanych laboratoriami). Pojęcie duchowych molekuł jest nie do strawienia w dwudziestym wieku.
(Nawiasem mówiąc, nieraz się zastanawiam czy nasi rabini nie mieliby większego sukcesu gdyby zamiast czarnego chałatu ubrali białe kitle laboratoryjne? Ciekawe czy gdyby poprzeć obserwację koszerności narzędziami laboratoryjnymi i okresowymi tablicami a także diagramami odpowiednich wiązków elektronicznych lub ich odpowiedników duchowych to czy nie byłoby to bardziej przekonujące? – Chyba nie. Dzisiejszy żydwski ateista jest zbyt wyrafinowany i na pewno nie wpadł by na takie tanie zagrania. Przecież jeżeli on nie wykonuje poleceń samego Pana Boga, to czemu miałby się zmienić w obliczu rabina w białym kitlu?
Moim zdaniem prawdziwa przeszkoda w zaakceptowaniu roli molekuł duchowych wynika z dwóch niedociągnięć konceptualnych:
1)      Brak bezpośredniego dowodu empirycznego szkodliwości duchowej nierespektowania tych praw;
2)      Partykularyzm, czyli selektywność praw koszerności pozwalających większości ludzi jeść daną żywność jenocześnie zabraniając bardzo małej grupie, nieróżniącej się niczym od większości, spożywania tego samego.
PKU – Czyżby Medyczny Model Koszerności?
Chasydyzm naucza, że świat duchowy i materialny istnieją równolegle. Czyli, że zdarzenia doświadczone w realnym świecie są przenoszone na zjawiska duchowe. Podobnie dzieje sie ze światem duchowym, którego odzwierciedlenie jest widoczne w rzeczach i zdarzeniach za pomocą naszych zmysłów.
To pozwala nam twierdzić na podstawie naszej znajomości struktur molekularnych, że istnieją podobne molekuły duchowe. Są tacy, którzy wręcz twierdzą, że molekuły o których się uczymy na lekcjach chemii są odbiciem duchowych molekuł używanych przez Stwórcę jako pierwotny plan stworzenia.
Pamiętając o powyższym przedstawię wam teraz historię rzadkiej choroby genetycznej, która może da swojego rodzaju odpowiedź wszystkim tym, którzy odrzucają koszerność z powodu braku dowodu empirycznego szkodliwości a także czują się niezgrabnie jeżeli chodzi o partykularyzm.
W medycynie znany jest stan zwany phenolketoneuria lub w skrócie PKU. Po raz pierwszy został on opisany pięćdziesiąt lat temu. Jest to genetyczne schorzenie metabolizmu i występuje  u jednego z 15. 000 dzieci urodzonych w północnej hemisferze. Prowadzi ono, między innymi, do nieuleczalnego i poważnego niedorozwoju umysłowego.
Noworodek wydaje się być zupełnie zdrowym i normalnym dzieckiem. W trakcie zwykłych rutynowych badań nie widać żadnego odchylenia od normy i żadnej różnicy w porównaniu do 14. 999 podobnych do niego dzieci. Posiada normalny apetyt i na pierwszy rzut oka zwykłą przemianę materii. On je, śpi, krzyczy i robi wszystkie pozostałe rzeczy jak każde inne dziecko. Jednakże pomału z biegiem czasu zaczyna mieć swoisty wygląd i uszkodzony mózg.
Wiele lat po pierwszym artykule na ten temat, fizjolodzy stwierdzili, że mózg w tym wypadku zostaje uszkodzony przez kumulację w organiźmie pewnego kwasu aminowego – zwanego phenylalanine – występującego często w molekułach wielu protein. Zazwyczaj ludzie mają zdolność metaboliczną przetworzenia go w inną, nieszkodliwą i pożyteczną odżywkę. Ale jednemu z 15. 000 dzieci brakuje koniecznego enzymu tak że ten phenylalanine kumuluje się tak długo aż w końcu zaczyna szkodzić rozwijającemu się mózgowi.
Około 35 lat temu pewien chemik Guthrie opisał badanie krwi pozwalające na wczesną diagnozę PKU. To badanie przeprowadza się po paru dniach po porodzie, na długo przed wystąpieniem schorzeń neurologicznych. Dzisiaj jest ono obowiązkowe w wielu krajach zachodnich (także w Izraelu). Każdy noworodek jest poddawany badaniu krwi w celu
wykrycia PKU. W wypadku jeżeli wyniki sugerują możliwość istnienia tej choroby to rodzice otrzymują poradę co do diety, która w wypadku wczesnego wykrycia daje możliwość zamiany proteiny zawierająej phenylalanine sztucznym substytutem, którym się karmi dziecko przez mniej więcej 5 lat – zazwyczaj to powoduje normalny rozwój mózgu..
Nie jest to rozwiązanie proste ani wygodne. Jest ono zarówno drogie jak i niesmaczne ale za to skuteczne.
Wyobraźcie sobie następująe scenario: pielęgniarka przychodzi z wizytą do młodej matki, która dopiero co wróciła z dzieckiem ze szpitala i zawiadamia ją o tym, że zgodnie z wynikami laboratoryjnymi, dziecko ma PKU. Jednocześnie przekazuje listę dozwolonej żywności oraz instrukcje jak przygotować odpowiednie jedzenie zapobiegawze.
Ani pielęgniarka ani matka nie są farmaceutkami. Matka nie ma żadnego pojęcia o molekułach, fiziologii czy też metaboliźmie. Ona wie to co widzi – a mianowicie zdrowe normalne dziecko, podobne do innych dzieci, które lubi jeść i zdaje się świetnie rozwijać na dotychczasowej diecie. Pielęgniarka wie trochę więcej. Przecież studiowała chemię a także wie to co najważniejsze o fiziologii metabolizmu, a co najmniej wierzy nauczycielom u których się uczyła. Tak prawdę mówiąc to pielęgniarka nie zna zasady badań diagnostycznych ani także nie potrafiłaby sama ustalić właściwą dietę bazując na swojej wiedzy. Ona jedynie przekazuje nabytą wiedzę wierząc w to, że działa dla dobra dziecka i społeczności. Trzeba jednak stwierdzić, że ona działa z polecenia i za zgodą swoich przełożonych – takich jak lekarze, farmaceuci i dietetycy – którzy studiowali dłużej i wiedzą więcej oraz posiadają lepsze źródła z których czerpią swoją wiedzę.
Matka nie godzi się z wydaną diagnozą ani z narzuconą dietą. Ona nie wierzy w tajemnice chemii ani nie akceptuje autorytetu lekarzy. Przecież jej dziecko wygląda zupełnie normalnie i jest bardzo szczęśliwe, a poza tym proponowana dieta jest zbyt droga, niewygodna i niesmaczna. A tak wogóle to co to za bzdury z tymi molekułami?
Skończę nzstępującym pytaniem:
Co byś ty zrobił będąc na miejscu pielęgniarki, gdyby matka zażądała , „Pokaż mi  natychmiast to niebezpieczeństwo! Pokaż mi różnicę pomiędzy moim dzieckiem a wszystkimi innymi!”